Blog > Komentarze do wpisu
Angielska kultura

czyli dlaczego nigdy nie będziemy Anglikami

Jeden z obiegowych bon motów głosi: "Kanada miała szansę mieć angielską kulturę, amerykańską technikę i francuską kuchnię, tymczasem wszystko co zdołali osiągnąć to amerykańska kultura, angielska kuchnia i francuska technika". Anglia tak się kojarzy z wysoką kulturą jak Londyn z mgłą, Szkocja z kratą i potworem z Loch Ness a Francuzi z żabami.

I tego stereotypu nie obalili do końca nawet angielscy kibice, których podejrzewać o kulturę to tak jak oczekiwać skromności od Leppera. Słowo "chuligan" też się bierze z Wysp Brytyjskich... Zresztą czy aby ten obraz angielskiego rowdy nie jest przesadzony? Mieszkam w rejonie gdzie nie ma ekstraklasy, a fani kibicują drużynom niższych klas jak Bristol Rovers czy Exeter City. Czasem jadę pociągiem z gromadą przebranych w klubowe barwy i wymalowanych fanów. I jeszcze nigdy nie widziałem najmniejszej awantury. W sobotnie popołudnia, kiedy pół Anglii jeździ na mecze lub z nich wraca, duży dworzec w Bristolu patroluje tylko para policjantów - zwykle mężczyzna i kobieta. I naprawdę roboty mają tyle co w inne dni.

Co sprawia że angielska kultura codzienna jest tak znana? Zacznijmy od powitania. Angielska rezerwa angielską rezerwą, ale człowiek widziany wiecej niż dwa razy jest już w pewnym sensie naszym znajomym. Takiemu wypada sie ukłonić i pozdrowić. często na mojej drodze do pracy spotykam te same osoby i zawsze następuje wymiana ukłonów czy chocby zwykłego "Hello" okraszonego uśmiechem. Niby nic a... jakoś inaczej się czuję wtedy, tak bardziej "u siebie".

Również podziękowań nie szczędzą Anglicy, a dziękuje się za wszystko, nawet za przepuszczenie pieszego na drodze dla rowerów. Wypada wtedy powiedzieć chocby "cheers mate" (dzięki, stary). Z innych słów - o wiele bardziej niż u nas rozpowszechnione jest "proszę". Kiedyś koleżanka (Angielka) zwróciła mi uwagę, że za mało uzywam słówka "please". - Jak to - oburzyłem się, to sama struktura nie wystarczy? Przecież nie mówię (w tłumaczeniu) "Podaj mi..." a "czy byłbyś uprzejmy mi podać..." Okazało się że to nie wystarczy, a uprzejmości nigdy za wiele.

Angielską specjalnością są tak zwane small talks, czyli wstępne rozmowy "o niczym" ( o pogodzie najczęściej). Small talks obowiązują wszędzie, nawet u lekarza i przy spotkaniach z policją. Kiedyś, na samym początku mojego pobytu w Anglii spałem w nielegalnie rozbitym namiocie. I oczywiście pewnego dnia zmaterializowali się policjanci, akurat w momencie gdy zajęty byłem odsypianiem nocnej zmiany. Pozdrowili, a jakże, przeprosili za najście, zapytali czy nie za zimno jak na namiot w listopadzie, zainteresowali się czy w tak niezwykłym miejscu ma się w ogóle jakieś sny, po czym dopiero przeszli do rzeczy, a mianowicie kim jestem i co właściwie tu robię. Nie muszę dodawać, że po takim wstępie nawiązuje sie nić porozumienia i dalsza rozmowa jest o wiele prostsza. Znajomy Polak, człowiek z wyższym wykształceniem, skomentował to tak: Ja chromolę to pieprzenie o niczym, ja tu przyjechałem w interesie, mnie interesują wyłącznie ich pieniądze. Nie będę się wygłupiał i przejdę od razu do rzeczy... Już nie miałem siły tłumaczyć mu ze jest troglodytą i że gdyby u nas kultura osobista była taka jak w UK, może wcale nie musiałby tu szukać pracy.

Kiedyś wracałem po nocnej zmianie rowerem do domu. Jechałem ulicą, nagle zza zasłonietego zakrętu wypadł jadący wprost z chodnika inny rowerzysta, może trzynastoletni. Miał mniej szczęścia niż ja, a po zderzeniu z koła zrobiła się wcale zgrabna kołyska. Kiedy zaproponowałem, że dam mu 20 funtów na naprawę, przeprosił i powiedział Nie ma sprawy. To ja zawiniłem, mogłem jechać ostrożniej po czym oddalił sie prowadząc rozwalony rower. Podobnie wyglądają scenki ze stłuczek ulicznych, wiele razy obserwowałem takie przypadki. Nikt nie wyskakiwał z wozu z dzikim błyskiem w oku, nikt nie rzucał k...wami (czy w tym wypadku fuckami) na prawo i lewo, wszystko odbywało się w przyjacielskiej niemal atmosferze. W Polsce nie do pomyślenia.

Oczywiście chamów też mozna spotkać, choć mnie to sie udało może ze trzy razy... O angielskim chamstwie zresztą napisze przy innej okazji.

 

park

Park w Bath. Niby zwykłe miejsce ale aż sie prosi o zachowanie powagi i kultury...


 

ulot

Ulotka rozdawana przez policjantów angielskich podczas dużych korków i objazdów. Policja przeprasza że musiała zamknąć drogę... Ulotka pełni również rolę usprawiedliwienia dla szefa w pracy.

środa, 06 czerwca 2007, kicior99

Polecane wpisy

  • Mały eksperyment

    czyli wrażenia z Glastonbury Miejsce niemal święte dla Anglików. Tu rzekomo miał bywać - i zginąć król Artur, tu utworzono najstarszy zakon w Anglii, powstały w

  • Lato z detektywem

    czyli co nieco o angielskich kryminałach Czy umiecie wymienić choćby jednego polskiego policjanta znanego nie tyle z łapania rzeczywistych przestępców ile posta

  • Jak stałem się małym chłopcem

    czyli nagły powrót do krainy dzieciństwa Dawno nie byłem w sklepie z zabawkami. Wiek, o którym już Mickiewicz pisał w Dziadach (a imię jego...) i brak potomstwa

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/06/06 19:17:33
Na te ulotki to polska Policja wydałaby fortunę:-)
-
2007/06/06 21:33:02
zaraz powiedzieliby za nie maja srodkow...

Najlepsze Blogi
Blog edytowany na licencji:
Teksty i fotografie autora udostępnione na licencji cc-by-sa-3.0. Można je dowolnie kopiować i modyfikować, publikując informacje o autorze i odnośnik do tej strony, za wyłączeniem zastosowań komercyjnych. Wszelkie modyfikacje tekstów i zdjęć także muszą być rozpowszechniane na tej samej licencji. W pozostałych przypadkach obowiązują licencje podane pod materiałami.
Google PageRank Checker

Blog ze stajni: