|
Blog > Komentarze do wpisu
Po kolei
czyli szlak mnie trafia Jest źle w pracy. Do końca miesiąca okaże się: czy wóz czy przewóz, czy rybki czy... Jestem zdenerwowany więc postanowiłem na chwilę zmienić otoczenie. Wybrałem hrabstwo pod zieloną flagą: To flaga hrabstwa Devon. Nie jest jakaś bardzo stara, nie wiąże się z nią żadna zapierająca dech w piersiach legenda, pochodzi z lat dziewięćdziesiątych i została wybrana w drodze konkursu. Spotyka się ją rzadko, o wiele rzadziej niż flagę kornwalijską w Kornwalii cóż, tradycja to rzecz święta, zwłaszcza w Anglii. No i oczywiście nie obyło się bez zwierzątek obserwujących mój - mało triumfalny tym razem - przemarsz. Tym razem to była mewa, która chyba przyniosła mi pecha... Trasa, którą wybrałem, jest częścią szlaku turystycznego South West Coast Path, drugiego pod wzglęcem długości w Anglii (1073 km) i mający przewyższenie 4 razy większe niż Mount Everest! Całego nie przeszedłem, prędzej by mnie szlak :) trafił.... Szlak powstał głównie w miejscu strażniczych ścieżek. W XVII w. tępiono przemyt morski z Francji, odbywający się głównie przez południowe, trudno dostępne wybrzeże Anglii. Przypominają o tym nazwy uliczek... Powiem tak. Kląłem w Sudetach, kląłem w Beskidach, Wogezach, Snowdonii i jeszcze kilku innych niewątpliwie masywnych masywach górskich, mszcząc się w ten sposób za oznaczenie trasy. Tu chyba pobiłem rekord; wyartykułowałem cały polski alfabet, od D do S. Nie dość, że wmanewrowałem się w pozamykane drogi ozdobione pisemkami co mi zrobią jak mnie złapią, przejechałem na własnym osobistym tyłku 20 metrów rozwalając przy okazji rękę, musiałem obchodzić walec drogowy, to jeszcze odkryłem, że wiele wskazówek robi turystę w konia. Wróć, w barana, bo raz znalazłem się na pastwisku dla owiec. Droga, którą podąża ta para, a ja za nimi jest jak najbardziej błędna. tak nawiasem - własnie tym ludziom zawdzięczam, że moja wycieczka nie skończyła się tragicznie... Jednak nadmiorskie widoki potrafią osłodzić każdą gorycz... Zdychając z wyczerpania obserwowalem widoki. Gdy tętno doszło mi do 250, pomyslałem, że przynajmniej umrę w pięknych warunkach... Trasę wybrałem nieprzypadkowo. Chciałem zobaczyć jeden z największych błysków geniuszu dziewiętnastowiecznej techniki - kolej wybudowaną przez Isambarda Kingdom Brunela nad morzem. Brunel kombinował coś jeszcze śmielszego: kolej pneumatyczną bioegnącą własnie między Teignmouth i Dawlish. Była to jednak inwestycja tak droga, że zrezygnował z niej. Samo połozenie kolei przy morzu to jedno, zagrożenie czai się równioeż z drugiej strony, spadających opdłamków klifu. Potrzebne są dodatkowe zabezpieczenia. Czy wiecie co to jest trainspotting? To - w skrócie ujmując - czatowanie na pociągi. W tym miejscu jest ono bardzo popularne, co nie dziwi z uwagi na krajobraz. Mnie się nie do końca udało sfotografować pociąg wyjeżdżający z tunelu. Chamski pociąg... Ale ta dziwna piramida mi nie uciekła. Dawlish, koniec wycieczki. Jeszcze rzut oka na pociąg... I na miasto, leżące na skraju tzw. riviery angielskiej. Roślinność wcale nie przypomina wyspiarskiej, a palmy rozmnażają się tu jak króliki. Z dala wygląda równie sympatycznie i malowniczo.
sobota, 18 lipca 2009, kicior99
TrackBack
Komentarze
mi.ka.n
2009/07/19 10:35:01
Piekne widoki zapierajace dech w piersiach.Te skaliste klify i ten pociąg w tych nadmorskich warunkach.Budowniczy mial niemałą fantazje i odwagę.
2009/07/19 11:07:06
Zdjęć jest ponad 100, siłą rzeczy nie wszystkie się zmieściły. A trasa faktycznie godna polecenia.
2009/07/20 00:53:09
Ładne te pociągi... ostatnio w Polsze jeżdżę niby nowymi(bo na starych zawieszeniach,tylko góra nowa) super szybkimi(1,5h z Wawy do Łodzi) i co najważniejsze...z Klimą! ;)
|
Blog edytowany na licencji: ![]() Blog ze stajni: |