Blog > Komentarze do wpisu
Śniadanie za funta

czyli niedzielne rozterki

Sklepy w Anglii w niedziele czynne są w zasadzie od dziesiątej do szesnastej - dotyczy to dużych supermarketów. Dla kogoś, kto wrócił do domu o szóstej rano i jeszcze idzie do pracy na wieczów (po raz ostatni przed urlopem) są praktycznie niedostępne. Mam funta (coś około pięciu zł), i ochotę na jakieś śniadanie z produktów dostępnych w sklepiku naprzeciw. Zapomnijmy przy okazji, że dostaniemy świeże pieczywo, to nie Niemcy ani Polska. Z resztą też średnio; małe sklepiki w miastach są niestety słabo zaopatrzone, ich głównym zadaniem jest sprzedaż gazet, nawet potocznie nazywane są paper shop. Ktoś, kto znajdzie się w przymusowej sytuacji i nie może skorzystać z supermarketu może naprawdę mieć problem... Oto na co możemy liczyć:

1. Omlet z groszkiem

Za 4 jajka (60 p) i puszkę groszku (40 p) zapłacę równo funciaka.

2. Kanapki z sardynkami

Puszka serdynek (mała) - 40 pensów. Chleb (niestety tylko na utrwalaczach) - 40 pensów.

3. Fasolka w sosie pomidorowym i jajko smażone
Czyli połowiczne śniadanie po angielsku. Kosztuje w sumie 70 pensów, jeśli sprzedawca zgodzi się nam sprzedać jedno jajko. Można negocjować.

A może ktoś ma inny pomysł?

dscf0091

Mój lokalny paper shop. Na duże zakupy nie ma co liczyć, chyba że się lubi świeżą prasę i słodycze.

I piosenka śniadaniowa, powstała w Anglii. Tyle, że śniadanie amerykańskie...

niedziela, 16 sierpnia 2009, kicior99

Polecane wpisy

  • Anglicy nie gęsi i swój ser mają

    czyli dyskretny urok pleśni Ta sytuacja stoi mi przed oczyma jakby wydarzyła się przed chwilą. Był rok 1981, tuż przed stanem wojennym. Młodszy brat, wysłany do

  • Zaglądamy Anglikom do kanapek

    czyli Wielkanoc cały rok Angielskie sklepy spożywcze długo kryły dla mnie wiele tajemnic, wstyd sie przyznać, ale do tej pory nie wszystko jest dla mnie jasne,

  • Ostatni etap wtajemniczenia

    czyli wystrzałowa kiełbasa Wczoraj doszedłem do wniosku, że przeszedłem ostatni etap integracji. Miejscem tak wstrząsającego odkrycia był hipermarket ASDA, dokł

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/08/17 01:36:32
Ja mam w pobliżu dwa spore sklepy spożywczo-przemysłowe (z sieci co-operative), na szczęście otwarte codziennie do 22.00. Ale pamiętam, że po przyjeździe tu byłam w szoku, że w okolicach 16.00, 17.00 w soboty czy niedziele lwia część właściwie wszystkich sklepów zamknięta, przyzwyczajona byłam do polskiej wygody i tego, że w którejkolwiek części swojego miasta bym się nie znalazła, nawet w niedzielę i nawet wieczorem, zawsze mogłam zrobić zakupy.
-
2009/08/17 10:45:30
Tak w Polsce teraz można okażdej porze dnia i nocy kupić wszystko.Nawet jak w te 12 świąt supermarkety zamkniete to male sklepiki otwarte.A ceny chyba porownywalne.Tyle,że zarobki nie te same.
-
Gość: Randybvain, 212.183.136.*
2009/08/17 19:40:48
Właśnie to też mnie zaskoczyło. Wychodzę z pracy i zastaję otwarte jedynie Tesco i wszelkie jadłodajnie i puby. O szóstej to już wiatr hula po ulicach, później to tylko yobsy wystawają pod fiszendczipsami i makdonaldami.
Ciekawa była sprawa kafejek internetowych. Oprócz biblioteki, gdzie trzeba było sobie rezerwować swój czas na miesiąc naprzód, w mieście znajdowało się jakieś pięć kafejek, wszystkie czynne 9/10-17, soboty i niedziele zamknięte na głucho. Jeden ryzykant po roku przedłużył godziny urzędowania do szóstej a potem do siódmej, jak mu się nawała internetowiczów zwaliła, skłonna płacić nawet 12 funtów za godzinę. Nawet w sobotę i niedzielę otworzył. Po jakimś czasie obudziło się paru biznesmenów i pojawiły się nowe kafejki (tamte stare splajtowały, naturalnie)... na jakieś trzy miesiące, bo w tym momencie większość przybyszów miała już internet w domu! I tak wygląda angielska przedsiębiorczość.
-
kicior99
2009/08/18 02:14:04
Wszystko się zgadza, handel brytyjski jest zupełnie odmienny od polskiego - choć chyba coraz mniej. Lwią część kupuje się w marketach, na mieście jedynie drobiazgi. Ma to uzasadnienie ekonomiczne, sklepiki zwane po francusku marché du coin poznikały i ich czas się chyba skończył. Można przejść całe centra, nie znajdując w nich ani jednego sklepu spożywczego prócz paper shopów, z rzadka Somerfielda (który zmienia jednak barwy) czy co-opu.
-
Gość: Orinoko130, *.cable.ubr23.aztw.blueyonder.co.uk
2009/08/19 00:43:34
Brakuje mi właśnie takich małych sklepików, w których i mydło i powidło. Lubiłam wpadać do takiego przybytku, po drobiazg nawet jakiś, pogadać z ekspedientką, czasem ze spotkanym znajomym lub sąsiadem. Takie sklepiki mają "duszę". A za wielkimi centrami handlowymi nie przepadam, wielkie, zimne molochy, tłum, hałas, brrr...Poza tym zrobienie zakupów w takim gigancie za dużo zabiera czasu, który można by przeznaczyć na przyjemniejsze rzeczy. No, nie lubię i już! W Polsce bardzo rzadko robiłam zakupy w hipermarketach, tutaj - jestem zmuszona niestety częściej. I jedynym plusem - ale jakże znaczącym - są wspomniane niższe ceny :(
-
aanova
2009/08/19 18:41:38
Kurczę, to ja Wam współczuję, i zastanawiam się, gdzie Wy mieszkacie? Ja mieszkam w Edynburgu, i w niedzielę mogę normalnie robić zakupy w kilku supermarketach (całkiem niedaleko od centrum) przez całą dobę, a jeśli chodzi o mniejsze sklepiki, to zamykane są o 22ej, choć jest też "lokalny" Scotmid otwarty 24h. T
-
kicior99
2009/08/19 22:18:13
W Szkocji są inne przepisy. Ja pocieszam się, że jest i tak lepiej niż we Francji, która w niedziele zamienia się w pustynię.

Najlepsze Blogi
Blog edytowany na licencji:
Teksty i fotografie autora udostępnione na licencji cc-by-sa-3.0. Można je dowolnie kopiować i modyfikować, publikując informacje o autorze i odnośnik do tej strony, za wyłączeniem zastosowań komercyjnych. Wszelkie modyfikacje tekstów i zdjęć także muszą być rozpowszechniane na tej samej licencji. W pozostałych przypadkach obowiązują licencje podane pod materiałami.
Google PageRank Checker

Blog ze stajni: