poniedziałek, 05 września 2011
Trochę prywaty...

Zapraszam na mój nowy blog. Tematycznie nieco Inny. Przyjemnej lektury!

00:33, kicior99 , varia
Link Komentarze (5) »
niedziela, 04 września 2011
Zaskakująca Anglia

Nudne i smutne - z wielu powodów - mam w tym roku lato. Ale mimo wszystko nie daję się zwariować, starając się znaleźć w tej ponurej rzeczywistości rzeczy, które śmieszą, zastanawiają, czasem zdumiewają...

1. Wszystkiego trzeba się uczyć

Nawet dwudziestoczterogodzinnego zegara. To co w całej Europie jest normą, tu dalej jest uważane za pewnego rodzaju dziwactwo. A Czasem trzeba przejść naprawdę szybkie szkolenie, np. na przystanku autobusowym...

DSCF1958

2. Grunt to bezpieczeństwo

Kwestie bezpieczeństwa są w Anglii posunięte niemal do absurdu. Oto typowa szkolna - a może przedszkolna - wycieczka, spotkana w Brockenhurst.

DSCF1934

3. Fałszywi przyjaciele

Nie chodzi tu (tym razem) o naturę Anglików a o zawiłości języka. Fałszywy przyjaciel - to zwrot, taki sam lub podobny, który ma inne znaczenie niż w innych językach. Patrz zdjęcie. Tak, byłem w środku :)

DSCF1952

sobota, 03 września 2011
Osioł zrobiony w konia

czyli zwiedzam las

Kiedyś, dawno temu, w radiach leciała taka grafomańska piosenka: Dziś urządzę sobie bal, dziś nie usłyszę morskich fal... Tak mi się nasunęło, kiedy wybierałem się na kolejny wyjazd. Jechało się zaiste ciężko:

Tak, to New Forest w południowej Anglii,w  hrabstwie Hampshire, na wschód od Southampton. Wbrew swojej nazwie, las wcale nie jest nowy, a rejestrowany był już w Domesday Book jako Nova Foresta. Wieki całe służył kolejnym królom do polowań na jelenie. Dbano o niego, chuchano i dmuchano, do tego stopnia, że w bezleśnej Anglii jego powierzchnia jest większa niż w jakichkolwiek czasach historycznych i wynosi ok. 120 km. kw..

DSCF2026

Łatwo zauważyć, że dominują lasy liściaste, z przewagą dębu i brzozy, choć i iglaków nie brakuje - są one dość częste w środkowej części parku. Dęby w lesie dochodzą nieraz do imponujących rozmiarów. Oto jeden z nich na campingu, na którym rozbiłem swój namiot:

DSCF2052

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie rzucił okiem na to, co w tym lesie jest. Ponieważ początek września jest okresem grzybowym, liczyłem na to. że coś znajdę. Ale w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że będę się niemal przewracał o grzyby! A tutaj, bez większej przesady, właśnie tak było. Pieczarki, kurki, kozaki... Anglicy na grzybach się nie znają i konsekwentnie ich nie jedzą.

DSCF2041

Prędzej padną pastwą koni, kucyków czy osłów, których tu jest cała masa. I jak na park narodowy przystało nawet ten najmłodszy i najmniejszy na Wyspie, są one obdarzone prawie idealną wolnością. Szwenda się zatem to towarzystwo po wioskach, drogach, gdziekolwiek się da. Tu wpadły do pubu, zapewne na piwo:

DSCF2004

Jak już wspomniałem, kopytne towarzystwo darzone jest wręcz uwielbieniem, zwłaszcza przez turystów, których jednak przy każdej okazji prosi się, by nie karmić zwierząt - stają się wtedy agresywne, zwłaszcza dla tych, którzy nie chcę ich karmić... Co ciekawe, za zwierzątkami ujęli się również... inżynierowie. W miejscowości Brockenhurst , w środku parku narodowego, zrezygnowano nawet z mostu, by zwierzątka miały gdzie zmoczyć pysk. Miejsce to nazywa się splish i jakoś żaden z kierowców nie protestuje przeciw obowiązkowemu myciu podwozia. Nie, nie widziałem przejechanych ryb.

DSCF2008

New Forest otoczony jest z południowej strony kanałem La Manche (mam zdjęcia ale obiecałem, że nie będzie żadnego szumu fal) i sporymi miejscowościami: Fordingbridge, Ringwood, New Milton, Southampton, Lymington. Oto - moim zdaniem - najciekawszy obiekt, na jaki się natknąłem zwiedzając te miasta - kamienny zabytkowy most w Fordingbridge:

DSCF1994

A oto widok z niego - w środku miasta:

DSCF1998

Pamiętacie doby kryte strzechą, kŧóre pokazywałem przy okazji wizyty na wyspie Wight? Wyspa oddalona jest od New Forest zaledwie o krótki rejs przez cieśninę Solent - zatem budownictwo tu podobne. Oto typowa chata dla tych okolic:

DSCF2006

środa, 03 sierpnia 2011
Globalna wioska

czyli skutki nieodpowiedzialnego pomysłu

Czasem mam nieodpowiedzialne pomysły, których skutki są wręcz szokujące. Tym razem zaczęło się od tego, że korzystając z wolnego czasu chciałem się poduczyć szwedzkiego. Jako że według mojej pani od biologii organ nieużywany zanika, czasem robię sobie takie powtórki, nadto szwedzki uwielbiam i chciałem również przyjemnie i beztrosko spędzić czas. Podręcznik i nagrania jakoś zdobyłem z neta, jednak zabrakło mi gramatyki i słownika. Udałem się zatem do wydawałoby się najodpowiedniejszego miejsca - do księgarni Waterstonesa, z reguły dobrze zaopatrzonej. W pierwszej, w Taunton, poza mało profesjonalnym ale za to wściekle drogim podręcznikiem z serii Teach Yourself, nic nie znalazłem. Pomyślałem, że lepiej będzie w mieście uniwersyteckim, zatem skorzystałem z przesiadki w Exeterze aby odwiedzić księgarnie. I znów totalna porażka - oprócz wymienionego już podręcznika znalazłem jedynie słownik Berlitza, mniejszy od paczki papierosów.
Półki z podręcznikami do języków obcych mniej więcej znam. Na samym czele dumnie znajduje się francuski, najczęściej nauczany w szkołach. Nie ma problemów także z niemieckim, włoskim i hiszpańskim, również wykładanym w tutejszych szkołach. Kłopoty zaczynają się dopiero, gdy chce się kupić coś dla zaawansowanych - z reguły lwia część to materiały dla początkujących, ale przynajmniej są porządne słowniki i gramatyki. A inne języki? Co ciekawe, nie jest trudno o materiały do języka polskiego, powiedziałbym nawet, że patrząc przez pryzmat angielskich księgarń jest to jeden z popularniejszych języków nienauczanych w szkołach. Można jeszcze od biedy znaleźć materiały do rosyjskiego lub portugalskiego.

Czemu zatem Anglicy wyrażają tak małe zainteresowanie szwedzkim czy niderlandzkim? Co prawda szwedzkim mówi niecałe 7 milionów osób, jednak jest dość powszechnie zrozumiały w całej Skandynawii - powierzchniowo 1/4 Europy. Zaczynałem zastanawiać się nad przyczynami tego dziwnego zjawiska. Nie jest nią bynajmniej niechęć Anglików do języków obcych, bo jednak w tej dziedzinie wydaje się i to sporo. Rozwiązanie chyba jest inne. Otóż, jeżdżąc po Europie, zauważyłem, że Szwecja i Holandia są krajami, w których znajomość języka angielskiego jest najpowszechniejsza. Jadąc do Szwecji szwedzki jest naprawdę mało przydatny, chyba, że podejmuje się skomplikowaną pracę zawodową. Na potrzeby życia codziennego starczy angielszczyzna. A w to Anglikom graj... Tak więc niektóre kraje są ukarane za ich nowoczesne podejście do nauczania języków obcych. Choć szwedzka muzyka jest w Anglii lubiana i ceniona, dotyczy to wyłącznie zespołów, które śpiewały lub śpiewają po angielsku - ABBA, Ace of Base, Roxette. Choć w Anglii bardzo popularna jest szwedzka literatura kryminalna - Wallandery, Nesbo czy Larsson - wystarczą tłumaczenia amerykańskie, nawet czasem nieprzystosowane do brytyjskiej ortografii.  Wygląda na to, że Szwedzi pogodzili się z tym i odpuszczają jakąkolwiek ofensywę językową. Pewnie się cieszą, że są pierwsi w wyścigu do globalnej wioski. Tylko takim malkontentom jak ja to się niezbyt podoba...

DSCF1924

Niektórym marzą się napisy w jednym języku na całym świecie...

00:03, kicior99 , języki
Link Komentarze (4) »
wtorek, 02 sierpnia 2011
Surfing safari

czyli deszczowe wakacje

Cóż, może następnym razem trafię na lepszą pogodę. Choć jak widać - niektórych nie odstraszyla...

A tu dowód na to, że jednak można surfować w Atlantyku. Jednak stosunek umiejących do próbujących jest nikły. Ale zabawa przednia...

20:18, kicior99 , miejsca
Link Komentarze (4) »
sobota, 23 lipca 2011
Nareszcie sukces

czyli dlaczego Brytyjczycy się ucieszyli

Dawno nie widziałem tak zadowolonych Anglików jak w momencie, kiedy im zamknęli News of the World. Na gazetę posypały się gromy oburzonego społeczeństwa, reklamodawcy po ujawnieniu kolejnej odsłony skandalu zaczęli w pośpiechu wycofywać reklamy w obawie przed ostracyzmem społecznym a znienawidzona rudowłosa Rebekah Brooks została - na krótko ale jednak - zatrzymana. I tak - można powiedzieć, zatryumfowała sprawiedliwość a Anglicy gratulują sobie sukcesu.

Tak, ci sami Anglicy, którzy jeszcze kilka tygodni temu rano tłoczyli się przy kiosku, by ową gazetę kupić. Bo w koncu News of the World miało trzy miliony nakładu, było największą angielskojęzyczną gazetą na świecie i drugą po Bildzie - a oblicza się, że każdy egzemplarz czytały dwie osoby.

Wbrew swojej nazwie News of the World nie była gazetą komentującą światową politykę. Złośliwie nazywane "The News of the screws" zajmowało się głównie plotkami, zwłaszcza z wyższych sfer. Technicznie było to po prostu niedzielne wydanie innej znanej bulwarówki, The Sun, która ma tego samego właściciela i bynajmniej nie upadła. Ci sami Anglicy, którzy teraz cieszą się z upadku News of the World, następnego dnia kupią The Sun i dalej będą się pławić w tych samych klimatach. Albowiem, przynajmniej na razie, dziennikarzom Sun nic nie udowodniono.

Skąd więc takie zainteresowanie upadkiem gazety, która przynosiła swojemu właścicielowi zaledwie procent całego dochodu? Sądzę, że przede wszystkim zapotrzebowaniem na sukces. Jakikolwiek. Reprezentacja gra słabo, piłka klubowa lepsza, choć trudno w jej przypadku o jakieś wspólne dla wszystkich uczucia, wzrasta bezrobocie a Cameron dalej straszy redukcją budżetówki. Dlatego sukcesem może być nawet coś, co okaże się dla ludzi podcinaniem gałęzi, na której siedzą. Ale co tam, nic tak nie cieszy jak klęska bliźniego. Nawet w Anglii. 

To już koniec...

08:56, kicior99 , media
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 maja 2011
I znów wiosna

czyli odkurzam sprzęt i w drogę

Trochę się u mnie ostatnio zmieniło (a pewnie zmieni się więcej) więc bywam tu razdko. Ostatnio jednak, mimo poważnej astmy (a może właśnie dlatego) postanowiłem pohasać po okolicznych górkach. Jedna korciła mnie od dawna, górująca nad okolicą i widoczna niemal w całym południowym Somersecie Blackdown Hill w pobliżu miasta Wellington, i to nbynajmniej nie tego w Nowej Zelandii. Oto ona:

DSCF1792

Wygląda dość ambitnie, choć jej wysokość bezwzględna nie jest większa niż 150 metrów. Cóż, dla mnie była prawie jak Mount Everest. Na szczycie znajduje się obelisk ku czci admirała Wellingtona.

DSCF1823

Ciekawa sprawa z tym Wellingtonem. Otóż miasto już w XI wieki nazywało się Wallintone i prawdopodobnie jest pierwszym miejscem na świecie, w którym użyto tej nazwy. Natomiast słynny admirał jest potomkiem hrabiego Wellington - stąd to nazwisko. Pomijając sam fakt, że ładnie brzmi po angielsku...

DSCF1830

A takie widoki można podziwiać z góry. Jeśli czytacie, że w  Anglii 95 procent ludzi mieszka w miastach, to jednak pozostałe pięć procent nie. W Somersecie można przemierzyć naprawdę sporo kilometrów i nie natknąć się na jakieś większe ślady urbanizacji. Mnie przeszkodziło tylko coś takiego:

DSCF1803

Ale zaraz przyszło uspokojenie:

DSCF1829

 Do zobaczenia gdzieś na szlaku.

środa, 03 listopada 2010
Jak to robią najlepsi

czyli angielskie radio od środka

Wiem, że dla większości będzie nudne to, o czym teraz napiszę - ale nic nie poradzę, każdy ma hopla na punkcie własnego zawodu (obecnego lub byłego). Ja też. W tym tygodniu na jednej z platform cyfrowych można oglądać słynny, flagowy wręcz program radiowy BBC Radio One, Chris Moyles Show. Radio w telewizji? Nie za nudno? Jak się ogląda najsłynniejsze radio świata, to nigdy nie jest nudno.

moyles1

Zacznijmy od prowadzącego. Tu częściowo wspomaga się realizowaniem, ma konsoletę, komputer, z którego uruchamia dżingle, piosenki i inne uprzednio zarejestrowane dźwięki. Niby nic dziwnego, ale... Na uwagę zwraca ekran komputera. Program komputerowy jest tak skonstruowany, by prowadzący miał jak najprościej - czego nie mogę powiedzieć o programach, na których przyszło mi pracować. Szukanie reklam, zmiana okien... Zemsta informatyków na radiowcach po prostu. Tak na marginesie, po raz pierwszy widze prowadzącego w czapce. Zimno muszą mieć w studio...

moyles4

Niby nic dziwnego, ale... Wielu ludzi, którym dane było pracować w radio, patrzy na to z zazdrością. Na tym stole jest miejsce! na kartki, notatki itp. O tyle jest czego zazdrościć, że w studiach, w których przyszło mi pracować i które widziałem (a trochę tego było) panowała zawsze ogromna ciasnota. Szeleszczenia kartek nie słychać, bo prowadzący ma kierunkowy mikrofon dynamiczny, który zbiera głos tylko z jednego kierunku i bliskiej odległości. U nas dalej się uważa, że najlepszy jest pojemnościowy, co niestety słychać.

moyles2

Dominik i Tina, serwisanci, czytają dziennik. W tym samym studio co prowadzący Chris - u nas to rzadkość, że dziennik czyta się obok prowadzącego, zazwyczaj jest to z innego studia. Dlaczego? Otóż dlatego, że u nas panuje terror ciszy. Jeśli odruchowo bębnisz palcami po stole, wiercisz się na krześle, ba, za głośno oddychasz - od razu czujesz na sobie piorunujący wzrok realizatora. W Radio One tego nie ma - wychodzą z założenia, że program produkuje człowiek, a on wydaje różne dźwięki. Oczywiście, w takim śmiertelnie poważnym Radio 4 dyscyplina jest o wiele większa...

moyles3

Ale ogólnie w Jedynce obowiązuje luz - co widać i słychać. I to chyba jest tajemnica, że angielskiego radia słucha się trochę inaczej niż polskiego. Nawet w, wydawałoby się, luzackim RMF, obowiązuje większa dyscyplina antenowa niż w Jedynce BBC. A co ciekawe - nie ma większych wtop i wpadek, ci ludzie są świetnie przygotowani do tego, co robią. Można się zżymać, że Chris często pieprznie coś od rzeczy - ale obserwując go w studio widać, że to profesjonalista w każdym calu.

(fot. screen z programu BBC)

10:35, kicior99 , media
Link Komentarze (7) »
wtorek, 02 listopada 2010
Świątecznie mimo woli

czyli dziś wyjątkowo bez zdjęcia...

Szedłem wczoraj do sklepu. Minął mnie samochód, czarny długi. Po chwili widziałem, że w środku jest trumna. Gdy wyprzedził amnie, przeczytałem napis na tylnej szybie, ułożony z białych goździków: DAD.

poniedziałek, 01 listopada 2010
The Bartek i ludzie od Robina

czyli drzewo Anglii nr 1

Jaki jest najbardziej znany dąb w Polsce? Głupie pytanie. Tego uczą w szkole i to jest niemal świętość narodowa. Kiedy jednak ktoś na Wikipedii popełnił artykuł o największym i jednym z najstarszych dębów w Anglii, ktoś inny zaproponował, by... artykuł usunąć. Co tam jakieś drzewo, nawet nie wiadomo czy jest encyklopedyczne... - taka była argumentacja.
Cóż, powstrzymam się od komentarzy. Natomiast nie mogę powstrzymać by przedstawić Wam największe - i najbardziej popularne drzewo w Anglii, laureata plebiscytu z 2002 roku na najpopularniejsze drzewo w Anglii. Ladies and gentlemen, this is Major Oak.

Angielski Bartek rośnie sobie - jakże by inaczej - w lesie Sherwood. Tak na marginesie, kraj, który jest de facto bezleśny, dorobił się lasu, który jest znany na całym świecie. Przyjrzyjmy się temu kolosowi. Drzewo waży 24 tony, maksymalna rozpiętość gałęzi wynosi 28 metrów a obwód - 10 osób. Zakładając, że rozpiętość ramion człowieka wynosi 1.40 m, potrzeba ośmiu dorosłych ludzi, żeby go objąć. Tyle, że nigdy do tego nie dojdzie, bo drzewo jest dość szczelnie odgrodzone, zwłaszcza od miłośników pamiątek. Ci mogą sobie pozbierać żołędzie, których drzewo produkuje w dobrych latach około 150 tysięcy. Pewnie na e-bayu będą tanie. Wcale nie z patriotycznego obowiązku stwierdzić trzeba, że Bartek jednak jest większy - w obwodzie ma ok. 13 m a rozpiętość korony dochodzi do 40 metrów. O jego płodności kroniki raczej milczą.

Natomiast sporo kontrowersji dotyczy wieku owego dębu. Brytyjczycy są przekonani, że ma 1000 lat, naukowcy dają mu około 800, choć niektórzy uważają, że drzewo dobija do 1200. Podobno w dziupli Major Oak schronienie znajdowali kompani Robin Hooda - tak przynajmniej mówi lokalna tradycja. Dąb, owszem, już wtedy istniał, jednak zapewne był zbyt młody na tego typu schronienie. Złote lata dla niego przyszły później, a chylić się zaczął w czasach wiktoriańskich, kiedy to przeprowadzono pierwsze poważne prace konserwatorskie, zresztą dość podobne jak przy Bartku, czyli zalanie betonem środkowej, zmurszałej części pnia.  Obecnie drzewo jest uwielbiane, czczone i nie wiem co jeszcze - no ale sami powiezcie, czy na to nie zasłużyło?

Oldest_tree_in_Sherwood_Forest_park
Major Oak latem. (fot. Wikimedia Commons, Javier Caro, lic. cc-by-sa i GFDL)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34

Najlepsze Blogi
Blog edytowany na licencji:
Teksty i fotografie autora udostępnione na licencji cc-by-sa-3.0. Można je dowolnie kopiować i modyfikować, publikując informacje o autorze i odnośnik do tej strony, za wyłączeniem zastosowań komercyjnych. Wszelkie modyfikacje tekstów i zdjęć także muszą być rozpowszechniane na tej samej licencji. W pozostałych przypadkach obowiązują licencje podane pod materiałami.
Google PageRank Checker

Blog ze stajni: