poniedziałek, 05 września 2011
niedziela, 04 września 2011
Zaskakująca Anglia
Nudne i smutne - z wielu powodów - mam w tym roku lato. Ale mimo wszystko nie daję się zwariować, starając się znaleźć w tej ponurej rzeczywistości rzeczy, które śmieszą, zastanawiają, czasem zdumiewają... 1. Wszystkiego trzeba się uczyć Nawet dwudziestoczterogodzinnego zegara. To co w całej Europie jest normą, tu dalej jest uważane za pewnego rodzaju dziwactwo. A Czasem trzeba przejść naprawdę szybkie szkolenie, np. na przystanku autobusowym... 2. Grunt to bezpieczeństwo Kwestie bezpieczeństwa są w Anglii posunięte niemal do absurdu. Oto typowa szkolna - a może przedszkolna - wycieczka, spotkana w Brockenhurst. 3. Fałszywi przyjaciele Nie chodzi tu (tym razem) o naturę Anglików a o zawiłości języka. Fałszywy przyjaciel - to zwrot, taki sam lub podobny, który ma inne znaczenie niż w innych językach. Patrz zdjęcie. Tak, byłem w środku :)
sobota, 03 września 2011
Osioł zrobiony w konia
czyli zwiedzam las Kiedyś, dawno temu, w radiach leciała taka grafomańska piosenka: Dziś urządzę sobie bal, dziś nie usłyszę morskich fal... Tak mi się nasunęło, kiedy wybierałem się na kolejny wyjazd. Jechało się zaiste ciężko: Tak, to New Forest w południowej Anglii,w hrabstwie Hampshire, na wschód od Southampton. Wbrew swojej nazwie, las wcale nie jest nowy, a rejestrowany był już w Domesday Book jako Nova Foresta. Wieki całe służył kolejnym królom do polowań na jelenie. Dbano o niego, chuchano i dmuchano, do tego stopnia, że w bezleśnej Anglii jego powierzchnia jest większa niż w jakichkolwiek czasach historycznych i wynosi ok. 120 km. kw.. Łatwo zauważyć, że dominują lasy liściaste, z przewagą dębu i brzozy, choć i iglaków nie brakuje - są one dość częste w środkowej części parku. Dęby w lesie dochodzą nieraz do imponujących rozmiarów. Oto jeden z nich na campingu, na którym rozbiłem swój namiot: Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie rzucił okiem na to, co w tym lesie jest. Ponieważ początek września jest okresem grzybowym, liczyłem na to. że coś znajdę. Ale w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że będę się niemal przewracał o grzyby! A tutaj, bez większej przesady, właśnie tak było. Pieczarki, kurki, kozaki... Anglicy na grzybach się nie znają i konsekwentnie ich nie jedzą. Prędzej padną pastwą koni, kucyków czy osłów, których tu jest cała masa. I jak na park narodowy przystało nawet ten najmłodszy i najmniejszy na Wyspie, są one obdarzone prawie idealną wolnością. Szwenda się zatem to towarzystwo po wioskach, drogach, gdziekolwiek się da. Tu wpadły do pubu, zapewne na piwo: Jak już wspomniałem, kopytne towarzystwo darzone jest wręcz uwielbieniem, zwłaszcza przez turystów, których jednak przy każdej okazji prosi się, by nie karmić zwierząt - stają się wtedy agresywne, zwłaszcza dla tych, którzy nie chcę ich karmić... Co ciekawe, za zwierzątkami ujęli się również... inżynierowie. W miejscowości Brockenhurst , w środku parku narodowego, zrezygnowano nawet z mostu, by zwierzątka miały gdzie zmoczyć pysk. Miejsce to nazywa się splish i jakoś żaden z kierowców nie protestuje przeciw obowiązkowemu myciu podwozia. Nie, nie widziałem przejechanych ryb. New Forest otoczony jest z południowej strony kanałem La Manche (mam zdjęcia ale obiecałem, że nie będzie żadnego szumu fal) i sporymi miejscowościami: Fordingbridge, Ringwood, New Milton, Southampton, Lymington. Oto - moim zdaniem - najciekawszy obiekt, na jaki się natknąłem zwiedzając te miasta - kamienny zabytkowy most w Fordingbridge: A oto widok z niego - w środku miasta: Pamiętacie doby kryte strzechą, kŧóre pokazywałem przy okazji wizyty na wyspie Wight? Wyspa oddalona jest od New Forest zaledwie o krótki rejs przez cieśninę Solent - zatem budownictwo tu podobne. Oto typowa chata dla tych okolic:
środa, 03 sierpnia 2011
Globalna wioska
czyli skutki nieodpowiedzialnego pomysłu Czemu zatem Anglicy wyrażają tak małe zainteresowanie szwedzkim czy niderlandzkim? Co prawda szwedzkim mówi niecałe 7 milionów osób, jednak jest dość powszechnie zrozumiały w całej Skandynawii - powierzchniowo 1/4 Europy. Zaczynałem zastanawiać się nad przyczynami tego dziwnego zjawiska. Nie jest nią bynajmniej niechęć Anglików do języków obcych, bo jednak w tej dziedzinie wydaje się i to sporo. Rozwiązanie chyba jest inne. Otóż, jeżdżąc po Europie, zauważyłem, że Szwecja i Holandia są krajami, w których znajomość języka angielskiego jest najpowszechniejsza. Jadąc do Szwecji szwedzki jest naprawdę mało przydatny, chyba, że podejmuje się skomplikowaną pracę zawodową. Na potrzeby życia codziennego starczy angielszczyzna. A w to Anglikom graj... Tak więc niektóre kraje są ukarane za ich nowoczesne podejście do nauczania języków obcych. Choć szwedzka muzyka jest w Anglii lubiana i ceniona, dotyczy to wyłącznie zespołów, które śpiewały lub śpiewają po angielsku - ABBA, Ace of Base, Roxette. Choć w Anglii bardzo popularna jest szwedzka literatura kryminalna - Wallandery, Nesbo czy Larsson - wystarczą tłumaczenia amerykańskie, nawet czasem nieprzystosowane do brytyjskiej ortografii. Wygląda na to, że Szwedzi pogodzili się z tym i odpuszczają jakąkolwiek ofensywę językową. Pewnie się cieszą, że są pierwsi w wyścigu do globalnej wioski. Tylko takim malkontentom jak ja to się niezbyt podoba... Niektórym marzą się napisy w jednym języku na całym świecie...
wtorek, 02 sierpnia 2011
Surfing safari
czyli deszczowe wakacje Cóż, może następnym razem trafię na lepszą pogodę. Choć jak widać - niektórych nie odstraszyla... A tu dowód na to, że jednak można surfować w Atlantyku. Jednak stosunek umiejących do próbujących jest nikły. Ale zabawa przednia...
sobota, 23 lipca 2011
Nareszcie sukces
czyli dlaczego Brytyjczycy się ucieszyli Dawno nie widziałem tak zadowolonych Anglików jak w momencie, kiedy im zamknęli News of the World. Na gazetę posypały się gromy oburzonego społeczeństwa, reklamodawcy po ujawnieniu kolejnej odsłony skandalu zaczęli w pośpiechu wycofywać reklamy w obawie przed ostracyzmem społecznym a znienawidzona rudowłosa Rebekah Brooks została - na krótko ale jednak - zatrzymana. I tak - można powiedzieć, zatryumfowała sprawiedliwość a Anglicy gratulują sobie sukcesu.
To już koniec...
niedziela, 15 maja 2011
I znów wiosna
czyli odkurzam sprzęt i w drogę Trochę się u mnie ostatnio zmieniło (a pewnie zmieni się więcej) więc bywam tu razdko. Ostatnio jednak, mimo poważnej astmy (a może właśnie dlatego) postanowiłem pohasać po okolicznych górkach. Jedna korciła mnie od dawna, górująca nad okolicą i widoczna niemal w całym południowym Somersecie Blackdown Hill w pobliżu miasta Wellington, i to nbynajmniej nie tego w Nowej Zelandii. Oto ona: Wygląda dość ambitnie, choć jej wysokość bezwzględna nie jest większa niż 150 metrów. Cóż, dla mnie była prawie jak Mount Everest. Na szczycie znajduje się obelisk ku czci admirała Wellingtona. Ciekawa sprawa z tym Wellingtonem. Otóż miasto już w XI wieki nazywało się Wallintone i prawdopodobnie jest pierwszym miejscem na świecie, w którym użyto tej nazwy. Natomiast słynny admirał jest potomkiem hrabiego Wellington - stąd to nazwisko. Pomijając sam fakt, że ładnie brzmi po angielsku... A takie widoki można podziwiać z góry. Jeśli czytacie, że w Anglii 95 procent ludzi mieszka w miastach, to jednak pozostałe pięć procent nie. W Somersecie można przemierzyć naprawdę sporo kilometrów i nie natknąć się na jakieś większe ślady urbanizacji. Mnie przeszkodziło tylko coś takiego: Ale zaraz przyszło uspokojenie: Do zobaczenia gdzieś na szlaku.
środa, 03 listopada 2010
Jak to robią najlepsi
czyli angielskie radio od środka Wiem, że dla większości będzie nudne to, o czym teraz napiszę - ale nic nie poradzę, każdy ma hopla na punkcie własnego zawodu (obecnego lub byłego). Ja też. W tym tygodniu na jednej z platform cyfrowych można oglądać słynny, flagowy wręcz program radiowy BBC Radio One, Chris Moyles Show. Radio w telewizji? Nie za nudno? Jak się ogląda najsłynniejsze radio świata, to nigdy nie jest nudno. (fot. screen z programu BBC)
wtorek, 02 listopada 2010
Świątecznie mimo woli
czyli dziś wyjątkowo bez zdjęcia... Szedłem wczoraj do sklepu. Minął mnie samochód, czarny długi. Po chwili widziałem, że w środku jest trumna. Gdy wyprzedził amnie, przeczytałem napis na tylnej szybie, ułożony z białych goździków: DAD.
poniedziałek, 01 listopada 2010
The Bartek i ludzie od Robina
czyli drzewo Anglii nr 1 |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ulubione
Blog edytowany na licencji: ![]() Blog ze stajni: | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||