sobota, 12 czerwca 2010
Owca to niezła kosiarka

czyli uciekam przed mundialem

 

Urlop mi się kończy, więc trzeba gdzieś pojechać. Tym razem postanowiłem chwycić byka za rogi i wdrapać się na wyjątkowo ambitną górę - Glastonbury Tor. Jest ona przedmiotem niestworzonych legend: tu miał być pochowany król Artur, u jej podnóża, w studni, ukryty święty Graal. Założyłem z góry, że kielicha nie znajdę, co oszczędziło mi 3.50 za obejrzenie studni.

dscf1108

Wysokość - 161 metrów nad poziomem morza. Nie jest to zbyt ambitne, choć morze jest całkiem niedaleko a wysokość nad miastem Glastonbury przekracza 120 metrów. W sam raz na zrzucenie zbędnych kilogramów po obiedzie. Tych siedem tarasów, widocznych na zdjęciu, jest do dziś przedmiotem dociekań - nikt nie wie, skąd się wzięły.

dscf1134

Już jesteśmy na szczycie. Od podstawy wzgórza zabrało mi to piętnaście minut najkrótszą, ale najbardziej stromą trasą.

dscf1160

Dziś miasto łączy ze wzgórzem linia autobusowa ale kiedyś pielgrzymowamo do tego miejsca zgoła inaczej. Pielgrzymowano, bo Glastonbury Tor od bardzo dawna był przedmiotem kultu.

dscf1131

Pozostałość po drugim kościele w tym miejscu. Pierwszy pochłonęło trzęsienie ziemi w r. 1275. Ten drugi trwał aż do likwidacji klasztorów przez Henryka VIII. Wieża to niemy świadek różnych ponurych zdarzeń, w tym stracenia Henry'egop Whitinga, ostatniego szefa zakonu w Glastonbury.

dscf1115

Domy i mosty, małe miasta, duże wioski... Wieża jest wspaniałym punktem widokowym, z którego można podziwiać aż trzy hrabstwa: Somerset, Wiltshire i Dorset. Przy dobrej pogodzie widać także Walię. Tak wygląda Glastonbury z lotu ptaka.

dscf1142

To widok na wzgórza Mendip i charakterystyczny nadajnik telewizyjny. Miasto widoczne u ich podnóża to Wells, którego o wiele wyraźniejsze zdjęcia są poniżej.

dscf1153

Ta wspaniała trawa utrzymana jest przez najbardziej naturalną kosiarkę świata... Zbocza wzgórz z utrzymywane są przy pomocy owiec, które pasą się tu co jesieni. Nie stosuje się żadnej innej techniki, z najnowszą włącznie. Efekt - zdumiewający. Jednak najlepsze jest to, co sprawdzone.

dscf1157

Jeszcze mały żarcik naury - wieża jest naprawdę na najwyższym szczycie...

dscf1169

... i dumnie wznosi się nad chyba najciekawszym i najmroczniejszym miastem Somersetu, o którym jeszcze sporo napiszę.

11:29, kicior99 , miejsca
Link Komentarze (6) »
czwartek, 10 czerwca 2010
Jak mieszkali Rzymianie

czyli z wizytą w Durnovarii

Dorchester to niewielkie miasto położone na południu Anglii, ośrodek administracyjny hrabstwa Dorset. Ładne miasto, aczkolwiek to, co w nim najciekawszego to nie architektura, pomniki, zabytki, choć i tego jest tam zatrzęsienie. Dorchester miał szczęście być dużym ośrodkiem miejskim w czasie panowania rzymskiego. Gród ów nazywał się Durnovaria (nazwa dość dziwnie brzmiąca dla polskiego ucha :), powstał prawie od razu po inwazji rzymskiej (w 70 r. n.e.) i ok. III - VI wieku był jednym z większych ośrodków miejskich na południu Wielkiej Brytanii, leżąc najpewniej na przecięciu dróg z Londinium do Exonii (tak zwał się Exeter) i z południowego wybrzeża na północ. Z tamtych czasów zachowało się niewiele, akwedukty, wały, umocnienia ziemne i - najlepiej zachowane resztki przeciętnego rzymskiego domu, jakie istnieją w Anglii. Zapraszam na reminiscencje z mojego dzisiejszego wypadu - zobaczymy jak mogli żyć Rzymianie w okupowanej Wielkiej Brytanii. A jest co oglądać - jak z reguły nie cierpię wszelakiej ruderologii, tym razem byłem zachwycony.

dscf1061

Na początku szybki rzut oka na oś czasową. Rzymski dom powstał ok 300 roku, początkowo jako trzy budynki, później był co najmniej dwukrotnie modernizowany.

dscf1043

To widok współczesny. Część ruin znajduje się pod dachem, głównie ze względu na cenne fragmenty fundamentów i podłogi. Co prawda wejść tam raczej nie można, ale konstrukcja jest tak sporządzona, że wszystko widać doskonale z zewnątrz. Fragment na pierwszym planie to zarys przedniej części domu.

dscf1046

Jedna z nielicznych kolumn, które oparły się zębowi czasu. Była to willa bogata jak na tamtejsze warunki, o czym świadczą między innymi takie ozdoby - nie każdy mógł sobie na nie pzowolić.

dscf1053

A to prawdziwa rewelacja technologiczna - podłoga z ogrzewaniem. Rzymianie stosowali dość wyrafinowane metody. Tu przykład jednej, zwanej hypocaustem. Na zewnątrz domu opalano dół węglem, resztę robiła cyrkulacja powietrza.

dscf1058

Tak to wyglądało w praktyce. pozwoliło to utrzymywać w domu temperaturę ok. 18 - 20 stopni. Ci,m którzy zafundowali sobie mieszkanie z ogrzewanymi podłogami i sądzą, że to jakaś super nowość, pewnie się zdziwią...

dscf1050

A to fragment posadzki. W domu w Dorchester odkryto co najmniej cztery rodzaje mozaik, w tym tę najciekawszą, rozetową, w kilku kolorach. Świadczy to nie tylko o świetnym guście, ale o bardzo wysokim stopniu geometrii praktycznej.

dscf1045

Dorosłych nie chowano w domu ani w jego okolicach, a przy drodze. Te sarkofagi wykopano w pobliżu jednej z dróg prowadzących podówczas przez Durnovarię.

dscf1060

Natomiast przy domu grzebano dzieci, jako że w zasadzie odmawiano im w pewnym sensie człowieczeństwa. W pobliżu domu zachowało się pięć dołów po pochówkach. Zwłoki były balsamowane i zawinięte w rodzaj całunu, co potwierdzają badania archeologiczne.

Co ciekawe - ekspozycja jest zupełnie darmowa, a obsługa turystów zautomatyzowana. Foldery sprzedaje się w automatach, a zamiast tradycyjnych magnetofonw czy radia uzywa się... telefonów komórkowych. Po wybraniu numeru, wklepujemy trzycyfrowy numer obektu, ktry własnie zwiedzamy. Tego Rzymianie na pewno nie wymyślili...

 

wtorek, 08 czerwca 2010
Dziesięciolatek przed sądem

czyli zbyt ślepe prawo


Wielka Brytania to kraj prawa. Jest ono stosowane bezwzględnie, a angielskie sądy z szacownym Old Bailey na czele nie wahają się wysłać przestępcy do ciupy w przypadkach, w których w innych krajach Europy, z Polską włącznie, stosuje się tak zwane zawiasy lub prace społeczne. I dobrze, moim zdaniem, i jest to jeden z powodów, dla których lubię ten kraj. Jest jednak jeden szczególny przypadek, kiedy serce mi się kraje i nóż w kieszeni otwiera - kiedy przed sądem dla dorosłych staje dziecko.  "Dorosłe" metody śledztwa i dochodzenia sprawiedliwości krzywią jeszcze bardziej i tak już zwichrzoną psychikę.

Tak, w Anglii wiek odpowiedzialności karnej to dziesięć lat. To i tak postęp, bo do roku 1963 było to siedem lat! Tyle zresztą jest do dziś w Szwajcarii, Szkocja jest bardziej "postępowa", no u nich sądy dla dorosłych sądzą obywateli w poważnym wieku ośmiu lat.

Nie jest to martwa litera. Kilkanaście lat temu dwóch jedenastolatków (na zdjęciu z lewej) uprowadziło i zamordowało czteroletniego Jamesa Bulgera. Przestępców osądzono, dostali karę więzienia do osiągnięcia pełnoletniości. I o sprawie zapomniano by niechybnie, gdyby nie to, że jeden z nich, Jon Venables złamał warunki, na jakich jest na wolności i znów trafił do Więzienia Jej Królewskiej Mości (tak oficjalnie nazywa się pudło w Anglii).

Niedawno Old Bailey sądził dwóch chłopców w wieku 10 i 11 lat, którzy rzekomo dopuścili się gwałtu na swej koleżance. Sprawa była grubymi nićmi szyta, w sądzie dziewczę przyznało, że część zeznań to były konfabulacje, wymyślone na potrzeby matki, aby wytłumaczyć spóźnienie do domu. Nie przekonało to jednak sprawiedliwości z perukami na głowach, chłopaków uznano winnych próby gwałtu, co wzbudziło dziką wściekłość co sensowniejszych gazet. Tylko bulwarówki pławiły się w tych pomyjach, jedynie umiejętnie podsycając nienawiść...

W takich warunkach wróciła dyskusja o sensie sądzenia dzieci przez sądy dla dorosłych. Oczywiście, partia konserwatywna była za pozostawieniem tego wieku. Co ciekawsze - tak sądził również minister sprawiedliwości (jeszcze z Partii Pracy). A child at that age should tell bad behaviour from the serious wrongdoing (dziecko w  tym wieku powinno odróżnić złe zachowanie od poważnego czynienia zła) - tę jego wypowiedź telewizja nadawała do znudzenia tak długo, aż nauczyłem się jej na pamięć.

Oczywiście po sądach nie ciąga się złodziei lizaków i gumy do żucia, a sądzi się tylko naprawdę poważne przypadki. Jednak jest ich sporo; w roku 2009 przed ukarano 6 000 dzieci w wieku 10 - 11 lat. Jednak powoli powstaje społeczny opór przeciw sądzeniu dzieci w tak młodym wieku, rodzący się głównie wśród psychologów i aktywistów. Powołano komisję, Independent Commission on Youth Crime, która ma przyjrzeć się technikom stosowanym w sądach i ich wpływowi na dzieci, a wyniki jej pracy powinniśmy poznać niebawem - jeszcze latem zostaną opublikowane.

Scena z procesu o gwałt oczyma rysownika. Grafika: The Guardian

Old_bailey

Old Bailey - londyński sąd. Tu sądzono dziesięciolatków za gwałt. Fot en.wikipedia.org

dscf0902

Im starszy budynek sądu, tym większy respekt wzbudza. Sąd w Glastonbury.

sobota, 05 czerwca 2010
Wielki apetyt

czyli Anglia na Mundial

Jeszcze się nie zaczęły, a już piłkarskie mistrzostwa świata widoczne są wszędzie. I na nic powtarzanie do znudzenia, że piłka w wykonaniu reprezentacyjnym Anglików nie interesuje. Prawda jest trochę bardziej złożona, mocna liga rekompensuje w pewnym sensie słabą reprezentację. Ale w tym roku jest inaczej: Anglicy eliminacje przeszli jak burza, oczekiwania w związku z tym są ogromne. Słychać to w rozmowach, widać na ulicach - poniższe zdjęcia nie powstały dalej niż 200 m od mojego domu...

dscf0987

Tak wygląda samochód kibica. Takich aut będzie przybywać.

dscf0988

W każdym sklepie - obowiązkowo - stoisko z pamiątkami.

dscf0997

Wszystkie puby przyjmują odświętny wygląd i zapraszają na transmisje. Dla nich to złote żniwa.

dscf0956

Na obiad - sałatka Trzy Lwy. Zaraz, skąd to znamy... Polscy piłkarze są do zupy. W tym roku niestety tak.

dscf0992

Wszystkiego dobrego, Anglio!

18:22, kicior99 , sport
Link Komentarze (6) »
piątek, 04 czerwca 2010
Dlaczego, dlaczego, dlaczego?

czyli Anglia się boi

Kumbria to jedno z biedniejszych hrabstw na północnym zachodzie Anglii. jej największym bogactwem jest malownicze pojezierze, przyciągające co roku tysiące turystów, poza tym nie ma tam nic szczególnego. Na łamy prasy trafia niezwykle rzadko, bo po prawdzie nic szczególnego się tam nie dzieje.

Od dwóch dni jednak krajobrazy Kumbrii dominują na szklanym ekranie, w radio też to najczęściej wymieniane hrabstwo. Stało się to za sprawą czynu, jakiego dopuścił się 52-letni taksówkarz Derrick Bird: przez prawie trzy godziny jeździł samochodem po południowej części hrabstwa w okolicy portu Whitehaven, strzelając z długiej broni i zabijając dwanaście osób, następnych jedenaście raniąc. Ostatnią ofiarą był on sam. Wśród zabitych są zarówno jego brat - bliźniak i osobisty prawnik, jak przypadkowe osoby, w tym strzygący żywopłot starszy pan.

Oczywiście do Kumbrii ściągnięto siły policyjne z całej Anglii. O wiele trudniej ustalić, co robiła policja podczas samej masakry. Rozpoczęła się ona o wpół do jedenastej, pierwszą potwierdzoną informację od policji otrzymano o 12.30. Przez dwie godziny opinia publiczna była zupełnie nieświadoma, że po hrabstwie grasuje szaleniec z bronią i strzela do wszystkiego, co się rusza. Nie było najmniejszej wzmianki w radio, na internecie. Paradoksalnie, mimo że w mediach nie mówi się o niczym innym, odpowiedzi na pytanie o reakcję policji trudno się dopatrzeć. Wydaje się, że ten temat nie istnieje... W kraju, gdzie dziecięciolatek staje przed sądem dla dorosłych, gazety brukowe wywlekają najintymniejsze tajemnice człowieka, takie milczenie co najmniej dziwi.

Istnieje za to inny. Czy w Wielkiej Brytanii zrobiono wszystko, by do podobnych incydentów nie doszło? Po masakrze w Hungerford pod koniec lat 80. (zainteresowanych odsyłam w inne miejsce bloga, gdzie sporo o niej piszę) zmieniono przepisy odnośnie broni palnej i uczyniono je jednymi z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Nie ustrzegło to jednak przed następną katastrofą, dziesięć lat później w Dunblane. W mediach przeważa pogląd, że nic w tej sprawie się już nie da zrobić. Dziś w Radio5Live słuchałem programu, w którym reprezentant Wielkiej Brytanii w strzelectwie na olimpiadę opowiadał o kłopotach, na jakie narażony jest posiadając broń sportową i wyraził obawę, czy masakra w Kumbrii nie sparaliżuje jego przygotowań olimpijskich. Został zakrzyczany przez współrozmówców... Tak, Anglia bardzo lubi bać się pod dyktando wielkich wydarzeń i mediów, zapominając, że oprócz tego trzeba żyć...

Pozostaje jeszcze kwestia motywacji. Niewykluczone, że Bird przeżywał ciężkie załamanie nerwowe, takiego zdania jest policja. Albo z powodu kłopotów rodzinnych (jedną z pierwszych ofiar był jego brat) albo też zawodowych - prawdopodobnie przed odjazdem z postoju taksówek w swoją makabryczną podróż, z kimś się pokłócił.

Derrick Bird miał pozwolenie na broń.

Officers-attend-the-scene-001

Sparaliżowane Whitehaven (fot. Guardian)

Whitehaven_area_1_in_250_000_scale_1

Trasa szaleństwa. Czerwone punkty to p[ostrzelenia ze skutkiem śmiertelnym. Źródło wikimedia.commons

czwartek, 03 czerwca 2010
Anglicy nie gęsi i swój ser mają

czyli dyskretny urok pleśni

Ta sytuacja stoi mi przed oczyma jakby wydarzyła się przed chwilą. Był rok 1981, tuż przed stanem wojennym. Młodszy brat, wysłany do sklepu, by kupił cokolwiek do jedzenia, wrócił przemoczony, wściekły i z pustymi rękami. - Cholera, jak już dowiozą coś do sklepu, to zepsute. Przywieźli jakiś ser, stary, spleśniały, aż niebieski... Ponieważ nie do końca mu wierzyłem, poszedłem do sklepu zobaczyć ów spleśniały ser. Tego dnia stałem się wielkim miłośnikiem rokpola, a potem camemberta, brie i innych serów pleśniowych.

Królową serów jest rzecz jasna Francja. Zapytani o angielski ser, bez wahania wymienimy cheddar, dojrzały, ostry, chyba najbardziej znany produkt spożywczy Anglii. Jednak angielskie sery to nie tylko cheddar, a nawet przede wszystkim nie on. Palma pierwszeństwa należy się przede wszystkim stiltonowi.

Ten znany co najmniej od lat trzydziestych XVIII wieku ser z początku serwowany był w jednym z pubów we wsi Hungarton. Tam nadział się na niego niejaki Cooper Thornhill, któremu smak spodobał się na tyle, że na pniu kupił prawa do jego produkcji i sprzedawał go we własnym pubie we wsi Stilton. Jako że leżała ona na trasie dalekobieżnych dyliżansów, ser wywleczono daleko w świat i stopniowo zyskiwał renomę. w r. 1723 Richard Bradley opublikował po raz pierwszy recepturę. Obecnie jest to licząca się, uznana marka, chroniona przez europejską komisję statusem protected designation of origin.

Do produkcji stiltona wykorzystuje się mleko ze ściśle określonych pastwisk hrabstw Derbyshire, Leicestershire  i Nottinghamshire na których pasą się ściśle określone krowy. Sam ser musi odznaczać się odpowiednimi cechami: niebieskimi żyłkami, odpowiednią gęstością i profilem smakowym. Jest to określone precyzyjnie do tego stopnia, że kiedy w Izbie Lordów dyskutowano o obniżeniu zawartości soli dla celów zdrowotnych, wywołało to powszechną wściekłość i poczucie zamachu na świętość narodową.

Obecnie rocznie produkuje się ok. miliona gomółek tego sera (czy ktoś jeszcze zna to słowo?) i eksportuje się do 40 krajów świata. Nie jest to produkt tani, 100 g stiltona kosztuje około 2 funtów. Cheddar jest o wiele tańszy. Choć nie mam wyrzutów sumienia, wydając pieniądze na droższy, ale lepszy stilton i przegryzając go później z czarnymi jagodami bądź winogronami co niniejszym czynię.

Colston Bassett Blue Stilton

Żyłki w stiltonie muszą wychodzić ze środka w kierunku do brzegów. (fot. www.ladonnasonline.com)

środa, 02 czerwca 2010
Dwunasty zawodnik

czyli pies, który uratował puchar

To musiał być wyjątkowo nieznośny psiak. Od małego gryzł wszystkie meble w domu, co zirytowało właściciela tak bardzo, że postanowił się kundla pozbyć. Oddał go swojemu bratu, który zapewne wykazywał się większą miłością do zwierząt. Ale i pan David Corbett nie zdawał sobie sprawy, co bierze sobie na kark...

Pewnego marcowego wieczora pan Corbett musiał odbyć pilną rozmowę telefoniczną. BT nie była w tak wstrząsającym stanie jak obecnie, toteż musiał skorzystać z budki telefonicznej. Przy okazji wykonał uciążliwy obowiązek, jakim jest wyprowadzenie psa na spacer. Nie wiadomo, czy do tej rozmowy doszło. Pickles, bo tak się owego psiaka wabiło, zaczął niecierpliwie węszyć przy żywopłocie, jakich pełno w Londynie. Pan Corbett przywykł już do psich fanaberii, jednak tym razem zwierzak był wyjątkowo oporny i zdeterminowany. Wytaszczył z krzaków spory pakunek zawinięty w gazetę. Pan Corbett rozwinął zawiniątko, i, jak na prawdziwego kibica przystało, wiedział co trzyma w ręce. Puchar Rimeta, zwany złotą Nike, najwyższe trofeum w piłce nożnej i jedno z najważniejszych w sporcie... Kroniki podają, że kiedy wrócił do żony i podzielił się informacją, ta pomyślała, że zwariował.

Pickles istotnie znalazł puchar świata i rzeczywiście był on w krzakach. Tydzień wcześniej został on skradziony z miejsca prezentacji - wystawy cennych znaczków. Jako że mistrzostwa świata w 1966 odbywały się w Anglii, puchar znajdował się tam siłą rzeczy. Wkrótce po zaginięciu trofeum, do FIFA wpłynęło żądanie okupu za odzyskanie trofeum - 15 000 funtów (wartość samego pucharu wyceniano wtedy na ok. trzy tysiące). Żądanie okazało się mistyfikacją a od tamtej pory nastąpiła seria błędów panów ze Scotland Yardu, co sprawiło, że gdyby nie pies, puchar zapewne nigdy nie zostałby odnaleziony.

Pickles z dnia na dzień stał się bohaterem narodowym a jego wyczyn doceniono jeszcze bardziej, gdy reprezentacja Anglii zdobyła jedyny do tej pory tytuł mistrza świata. Pickles został zaproszony na bankiet, na którym pozwolono mu wylizać do czysta michy i talerze. Jego właściciel uzyskał 6000 funtów nagrody. Złodzieja nigdy nie złapano...

Jak podają źródła, Pickles zginął trzy lata później, zadławił się na śmierć podczas pogoni za kotem. Ale te trzy lata żył w takich luksusach, o których możemy tylko pomarzyć. Nawet zapraszano go na światowe salony, na które nie pojechał tylko dlatego, że jego właściciel odmawiał obowiązkowej kwarantanny. Z karierą medialną było prościej - pies wystąpił w filmie.

Mistrzostwa świata za kilka dni i apetyty angielskie są ogromne, chyba największe od 1966 roku. Do szczęścia brakuje tylko psa...

Pickles jako gwiazda. (fot. newsimg.bbc.co.uk)

 

wtorek, 01 czerwca 2010
Uśmiechnij się!

czyli czerwcowy oddech

Od zawsze lubiłem czerwiec - koniec roku, początek lata, truskawki w sklepach, hucznie obchodzone imieniny (jakoś za urodzinami nigdy nie przepadałem)... Ten czerwiec też jest ciekawy: mistrzostwa świata w piłce nożnej (a nie żaden mundial), właśnie zaczynam urlop, wreszcie trzecie urodziny bloga - sprawiają, że na powitanie miesiąca uśmiechamy się po angielsku :)

Shop_opening_hours

To informacja o godzinach otwarcia sklepu gdzieś w hrabstwie Northumberland, wynaleziona przez kolegę - wikipedystę. Nieznającym języka powiem tylko, że nie wynika z niej naprawdę nic... (fot. Łukasz Łukomski, lic. Cc-by-sa-3.0, oryginał znajduje się tu)

dscf0706

A to już moje trofeum, ze stacji kolejowej w Watchet. Głos z głośnika: Aby uniknąć przepełnienia, nie poinformujemy, z którego peronu odjeżdża pociąg o 7.53.

niedziela, 30 maja 2010
Brzmieć jak hrabia

czyli jak być posh?

Zaczęło się w pracy. Jak wymawiać nazwę miejscowości Totnes? Z akcentem na pierwszą czy drugą sylabę? Ponieważ z tą drugą wymową spotykam się o wiele częściej, wymawiam tak jak słyszę, z akcentem na /e/. No i doigrałem się. "Brzmisz jak snob" - powiedziała mi koleżanka. Prawdę mówiąc nie zdziwiło mnie to za bardzo. Dlaczego?

Snobizm jest tak stary jak Anglia. Choć samo słowo jest pochodzenia łacińskiego, skrót od "sine nobile", do języka polskiego przeszło przez angielski właśnie. To chyba dość logiczne; w kraju, w którym arystokracja zawsze się miała dobrze, nie wytępiły jej ani rewolucja ani komuniści, należenie do niej nigdy nie było jakoś specjalnie szykanowane, wręcz przeciwnie, pożądane. Snobem można oczywiście być na wiele sposobów. Odpowiedni ubiór, zachowanie, rozrywki... tak, snob nigdy nie pójdzie do miejscowego pubu a do klubu "members only", do którego jakimś cudem skołował zaproszenie. Nie będzie się bawił na ludowych festynach typu gonienie sera ze stromej góry (ten symbol Gloucestershire został zresztą w tym roku zakazany ze względu, oczywiście, na BHP), a spędzi weekend na śmiertelnie nudnej gonitwie koni w Cheltenham, na której bywała sama królowa, lub meczu polo.

Osobną bronią w arsenale snoba jest język. W języku polskim trudno jakoś specjalnie się lansować, można pretensjonalnie wymawiać "ą" i "ę", czy też "ł" na wzór kresowy, można "zakąszać" a nie jeść, robić eskapady a nie wycieczki... Angielski jest pod tym względem znacznie podatniejszy na działania snobów. Snob musi brzmieć "posh" - elegancko, lekko pretensjonalnie. Pamiętacie Hiacyntę z serialu "Co ludzie powiedzą"? Nosiła swojskie nazwisko Bucket (wiadro), które wymawiała z francuska Bouquet (bukiet), co brzmiało mniej więcej jak /bu'kej/. Zresztą nie tylko tam... Pamiętacie Anię z Avonlea?

Klarysa— Almira powiedziała mi, że pani wymawia nazwisko nasze Donnell. Tymczasem prawidłowe brzmienie jego jest Donnell — akcent na drugiej sylabie. Ufam, że pani będzie pamiętała o tym w przyszłości. - Tak pani Donnell, matka Klarysy-Almiry zresztą, dochodziła swoich racji. Akcent na ostatnią sylabę  zawsze rodził skojarzenia z francuskim, dawał powiew cudzoziemskości, wielkiego świata. Brzmieć z francuska to zawsze było wyróżnienie, nobilitacja... Nie zdziwiłem się zatem, że zostałem posądzony o snobizm.

Oczywiście nie sam akcent świadczy o byciu "posh" - do tego dochodzi słownictwo, maniera mówienia, wycyzelowana gramatyka, czasem na pograniczu śmieszności. Tyle, że najczęściej tę śmieszność widzą nie ci, co powinni...

anglo-irish-bank-horse-clean1

Najbardziej snobistyczna impreza w zachodniej Anglii - wyścigi w Chletenham. (źródło:www.revolutionsports.co.uk)

piątek, 28 maja 2010
Czego nie zrobił pan Beeching?

czyli poranek na stacji

Dziś wybrałem się zobaczyć pierwszy pociąg na stacji - jedyne sensowne miejsce wycieczki o tej godzinie, z obowiązkowym zakupem porannej gazety rzecz jasna. Stacje kolejowe zawsze były jednym z moich ulubionych miejsc, nawet takie niepozorne jak ta...

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Ulubione

Najlepsze Blogi
Blog edytowany na licencji:
Teksty i fotografie autora udostępnione na licencji cc-by-sa-3.0. Można je dowolnie kopiować i modyfikować, publikując informacje o autorze i odnośnik do tej strony, za wyłączeniem zastosowań komercyjnych. Wszelkie modyfikacje tekstów i zdjęć także muszą być rozpowszechniane na tej samej licencji. W pozostałych przypadkach obowiązują licencje podane pod materiałami.
Google PageRank Checker

Blog ze stajni: