niedziela, 03 czerwca 2007
Co to są jeziora bez sensu?

Czyli tłumaczę się z wizytowki - z Wyspą ma to niewiele wspólnego ale przeciez nie musi miec za dużo

Powiem tak (jak zresztą tłumaczylem to na jednym z forów): Idziesz sobie przez las, ptaszki drą się w cholerę, wilki wyją do księżyca i rządu a tu nagle przed tobą materializuje się jezioro. Ni przypiął ni wypiął, na mapie istnieje ale w trochę innym miejscu. Roślinność się nagle zmienia na bardziej podmokłą, obchodzić trzeba, a jeszcze się nadziejesz na bagno. Ani to piękne, ani ambitne. I tylko masz zabłocone buty, ślady ukąszeń po komarach i innych cholerach i pretensje do lodowca. W Anglii jezior bez sensu na szczęście nie ma, w Niemczech zdarzają sie kanały bez sensu.

Kiedyś taki spotkałem, pod Hannoverem, gdy podczas auto-stopu usiłowałem pieszo zmienić autostrady z A2 na A7. Skorzystałem z mapy na tankszteli, niby wszystko ok, ale po drodze jawi się jakiś ciek wodny. Nic to, najwyżej się go przeskoczy... Ciek wodny okazał się kanałem Ren - Łaba, o którym uczyli mnie kiedyś na geografii. Dobrych dziesięć metrów miała cholera, rekord świata w skoku w dal wynosi obecnie 8.95 metra i chwilowo jest dla mnie nieosiągalny. Jakos znalazłem most ale kosztowało mnie to sporo czasu.

Inne cieki wodne bez najmniejszego sensu pojawiają sie również a celuje w tym zwłaszcza województwo pilskie (dawne).

 

zapomnianejeziorko

Jedno z jezior bez sensu znajduje się w Bridgwater i przeszkadza w dostaniu sie na skróty z Ashleigh do Morrissona. Na szczęście obchodzi sie łatwo i przyjemnie. Na pierwszym planie Postrach Bridgwater czyli mój rower. Jeszcze o nim napiszę. 

21:36, kicior99
Link Dodaj komentarz »
Czego nauczyła mnie Anglia?

Czyli mały rozrachunek z przeszłością.

 

Trzy lata mijają i nie mogę się oprzeć wrażeniu, ze postawiłem stopę na Wyspie jakiś tydzień temu. A jednak czuję, że jestem zupełnie inny, nieporównywalny do tego człowieka, który, wpatrując się w przybliżające się białe skały Dover modlił się aby moment zejścia na lad nigdy nie nastąpił.

Co takiego się wiec zmieniło? Po pierwsze, po czterdziestu kilku latach uwierzyłem, ze mój los spoczywa wyłącznie w moich rekach. Że podlegając stabilnemu prawu i niezmieniającym się co miesiąc przepisom sam jestem w stanie kształtować siebie i inną, o wiel bardziej sensowną przyszłość. Przestałem się bać urzędów, biur i państwowych instytucji. Uwierzyłem, że są one po to by mi pomóc, nawet policja, która nie czepia się o byle co, a również dąży do tego by obywatele mieli o niej dobre zdanie. Zauważyłem, ze przestałem być przedmiotem, a stałem się podmiotem.

Po drugie, przestałem myśleć kategoriami my - oni. Może to dziwi w sytuacji emigranta, gdy taka dychotomia narzuca się niemal automatycznie. Zrozumiałem to, gdy w wigilię leżałem w pokoju ze złamaną nogą i odbierałem wizyty i telefony, głownie Anglików, często w zasadzie obcych mi ludzi. Dalej - i coraz bardziej - uważam, ze emigrant nie jest, i wcale nie musi być obywatelem drugiej kategorii, ze możliwe jest pokojowe współistnienie Przez trzy lata tylko raz zdarzyło mi się zadrażnienie na tle narodowościowym, spowodowane przez (sic!) Belgijkę osiadła w Anglii.

Zmiana kultury, egzotyka spowodowała, ze musiałem szybko dorosnąć - mino moich czterdziestu lat z Polski wyjechał dzieciak. A to przyspieszone dorastanie to przede wszystkim zmiana systemu wartości. Nie przeczę, spowodowana poprawa sytuacji materialnej, ale to nie ja w końcu wymyśliłem hasło ze byt określa świadomość. Że oprócz wartości materialnych i troska o nie człowiek musi mieć czas na zaspokojenie potrzeb wyższego rzędu - akceptacji, samorealizacji i rozwoju. Pytanie "co włożyć do garnka" ustąpiło pytaniu - co ja naprawdę chce od życia Coś o czym zapomniałem goniąc za piętką chleba. Piramida potrzeb Maslowa jeszcze raz objawiła swą wielkość.

Oczywiście widzę płytkość życia duchowego wysoko rozwiniętych społeczeństw, przy czym, po pierwsze - jest to daleko idąca generalizacja, po drugie zaś - czy my, Polacy, jesteśmy tak bardzo edukowani i wykształceni? Już po kilku miesiącach zauważyłem, ze nie umiemy pracować w grupie, ze wcześniej czy później każda grupa stworzona do osiągnięcia jakiegoś celu będzie targana wewnętrznymi konfliktami, aż w końcu się rozpadnie. Imponowało - i dalej mi imponuje - ze Anglicy, którzy prywatnie nie mogą na siebie patrzeć i najchętniej udusiliby się nawzajem, świetnie współpracują w jednym teamie. I choć dalej uważam, ze "team work" upatwie obijanie się i spychanie odpowiedzialności - nauczyłem się pracować w grupie, czego nie moglem pojąć przez kilkanaście lat pracy w Polsce.

nudneprzedmiescie

Na tym przedmieściu szukałem pierweszego wieczora miejsca, gdzie można by rozbić namiot. Te rzędy domków ciągnęły sie kilometrami i po dwóch godzinach zastała mnie zupełna ciemność...

20:33, kicior99 , praca
Link Komentarze (1) »
Eksperymentów ciąg dalszy...

Czyli oswajam się z blogowymi zawiłościami

Na razie to jest blog ćwiczebny - wszystkiego uczę się od nowa. I dlatego na razie (mam nadzieję) będzie przypominał śmietnik. Na przykład wrzucę tu zdjęcie swojego ulubionego szefa...

(zdjęcie czasowo niedostepne) 

Z Rogerem - bo tak ma na imie - łapiesz kontakt natychmiast, albo nie łapiesz go w ogóle... Mnie udało się to od razu i to w dość dramatycznych okolicznościach, trzy lata temu.

Byłem świeżo po przybyciu na Wyspę, chyba miesiąc. W pierwszej pracy (prostowanie bananów dla TESCO) długo nie wytrzymalem, cierpieli ze mną raptem 13 dni. natychmiast złapałem inną robotę, w hurtowni Somerfielda. Traf chciał że na samym początku mieszkałem w namiocie i przeziębiłem sie, a po drodze złapałem zapalenie pęcherza i cewki moczowej. tak chory poszedłem do pracy w chłodni na noc... No i oczywiście musiałem coś pokręcić i przyszedłem do pracy z soboty na niedzielę, kiedy oprócz Rogera nikogo w firmie nie było (teraz jest inaczej). Roger w mig połapał się w sytuacji, wysłał mnie do domu (wtedy namiotu) i napisał kartkę do szefowej że prozepracowałem uczciwie pełne osiem godzin. Kiedy zapyta lem, jak sie mam mu odwdzięczyć, powiedział - my sie jeszcze niejednokrotnie będziemy spotykać... Później dowiedziałem sie nieoficjalnie że właśnie Roger (wraz z innym Rogerem, moim drugim szefem) wystawili mi nieskazitelne referencje...

19:51, kicior99 , varia
Link Dodaj komentarz »
Próba i wpis treningowy

Czyli tracę internetowe dziewictwo

Właściwie jestem przeciw wszystkim blogom jakie istnieją ale... zdecydowałem sie załozyc własny. Kilka razy pisałem dziennik, ale zarzuciłem dość szybko. Nie miałem serca, choc podobno jestem systematyczny i konsekwentny... Nie będzie tu jakichś wstrząsających treści, toteż nie spodziewam sie tu tłumów... Moąże zaś znaleźć się kilka prób literackich, fotograficznych i pomniejszych bzdurek...

 

przod

Dokąd dziś sie wybierzemy?

09:49, kicior99 , varia
Link Komentarze (8) »
1 ... 31 , 32 , 33 , 34
 
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Ulubione

Najlepsze Blogi
Blog edytowany na licencji:
Teksty i fotografie autora udostępnione na licencji cc-by-sa-3.0. Można je dowolnie kopiować i modyfikować, publikując informacje o autorze i odnośnik do tej strony, za wyłączeniem zastosowań komercyjnych. Wszelkie modyfikacje tekstów i zdjęć także muszą być rozpowszechniane na tej samej licencji. W pozostałych przypadkach obowiązują licencje podane pod materiałami.
Google PageRank Checker

Blog ze stajni: