czwartek, 03 września 2009
Krótka przerwa

czyli urlop po urlopie

Odrywam się na chwilę od bloga. Kampania wyborcza na wikipedii, w której startuję, powrót do pracy i kilka innych codziennych acz męczących drobiazgów sprawia, że na kilka dni ograniczam swoją aktywność. Jeszcze tylko krótkie wspomnienie w urlopu...

dscf0112

Dominik, ten od fotografowania Devonu, a zatem człowiek najbardziej znający się na rzeczy, stwierdził, że to jest najlepsze zdjęcie jakie mi wyszło podczas tych wakacji. Polemizowałbym, mnie przeszkadza ten słup, ale... Północna część Newquay.

dscf0205

Im mniejsza jednostka pływająca tym groźniejsza nazwa. Ta nazywa się "wściekłość morza" choć ja to tłumaczyłem nieco inaczej...

dscf0120

Surfować się nie nauczyłem - wszystko przede mną...

dscf0370

Zabytkowa nadmorska (sic!) miejscowość Boscastle. Niby nic nadzwyczajnego... Ciekawostka: fotografujący ustawiony jest twarzą do morza, odległego o jakieś 200 m. To osłonięcie spowodowało, że Boscastle rozwijało sie jako port naturalny.

dscf0332

Żegnam przeurocze Padstow...

dscf0298

...i, podziwiając słynne angielskie lato, wracam do domu.

16:32, kicior99 , varia
Link Komentarze (7) »
wtorek, 01 września 2009
Najstarszy mężczyzna świata

czyli szare życie Henry'ego Allinghama


To było szóstego czerwca. Włączyłem radio, jak zwykle zresztą BBC Somerset i na początku nie mogłem zrozumieć o co chodzi. Masa dzieciaków składała życzenia komuś, kogo zupełnie nie mogłem skojarzyć. W większości z nich przewijał się motyw: od jedenastolatka dla stujedenastolatka. Z tym większą ciekawością zacząłem słuchać, bo jednak przeżyć sto jedenaście lat to nie byle co, mnie chyba nawet połowa z tego nie grozi. Za chwilę żeński głos poinformował, że dostojny jubilat jest ostatnim weteranem I wojny światowej. To już niezły wyczyn. Miałem okazję, bodaj w roku 1995 oglądać na własne oczy ostatnich weteranów powstania wielkopolskiego, a także rozmawiać z najstarszą mieszkanką Piły, kobietą wtedy 102-letnią - i ich widok, ciężkość znoszenia każdego dnia zrobiły na mnie ogromne wrażenie...
Jego życie, w sensie dokonań było dość przeciętne, a przecież mimo wszystko niezwykłe. Henry Allingham urodził się w roku 1896. Szybko, bo już w wieku jednego roku został półsierotą, wychowywali go matka i dziadkowie. Wkrótce po skończeniu podstawówki poszedł do pracy, najpierw pracował w fabryce narzędzi chirurgicznych, później w fabryce części samochodowych. Gdy wybuchła pierwsza wojna światowa, początkowo odłożył plany pójścia na front, zajmując się chorą matką. Początkowo również nie doceniał zagrożenia - prawdę mówiąc, nie wiedziałem o co chodzi - powiedział w wywiadzie dla BBC. W roku 1915 zaciągnął się do Royal Naval Air Service, głównie dla przygody, i w jej szeregach walczył aż do końca wojny, zaliczając między innymi bitwę pod Ypres i nad Sommą. Cudem uratowany po trafieniu jego statku przez Niemców na Morzu Północnym. Po demobilizacji pracował w zakładach Forda. II wojnę światową zaliczył jako rezerwista. Ożenił się i spłodził dwie córki (tak nawiasem, obie przeżył), owdowiał po 53 latach życia małżeńskiego. O jego życiu prywatnym tak naprawdę wiadomo bardzo niewiele, może tylko to, że był fanem krykieta. Tak po prawdzie, karierę zaczął robić na początku XXI wieku, kiedy zorientowano się, że jest jednym z najstarszych weteranów I wojny. Brytyjski Medal Zwycięstwa dostał dopiero w 2004 roku, a więc 86 lat po wojnie! Odznaczono go również francuską Legią Honorową. 19 czerwca tego roku nie w własnej woli dostąpił ostatniego i chyba największego zaszczytu: został najstarszym mężczyzną świata, a tytuł ten dzierżył przez 29 dni, do czasu śmierci 18 lipca. Następcą Allinghama został Amerykanin Walter Breuning, urodzony 21 września (ach co za piękna data :) również 1896 roku.
Tak mało i tak wiele...

Allingham w dzieciństwie (fot. Wikimedia Commons, lic. PD-old)

Rodzina H. Allinghama (copyright Daily Mail)

Najstarszy mężczyzna świata w momencie pisania tego tekstu - Walter Breuning. I jak mu zaśpiewać "sto lat"? (fot. zimbio.com)

Telewizyjny materiał o Allinghamie

00:00, kicior99 , ludzie
Link Komentarze (6) »
niedziela, 30 sierpnia 2009
Złote kiciory - reaktywacja

czyli Międzynarodowy Dzień Bloga

Po raz drugi rozdaję Złote Kiciory - po raz pierwszy było to dwa lata temu. Przez ten czas blogosfera posunęła się naprzód, blogi zmieniły - tylko czy na lepsze? Prawdę mówiąc, kiedyś miałem mniejszy problem z wyborem. Postawiłem na blogi mniej znane, nie polityczne, pokazujące małe, ale jakże ważne wycinki życia. Również dlatego, by pokazać, że blogów nie tworzą wielcy, ale zwykli ludzie, tacy jak my. Starałem się również nie ograniczać do jednej platformy, aby nie pyć podejrzewany o cokolwiek. Tylko w jednym przypadku powtórzyłem nominację sprzed dwóch lat, ale to znak, że blogerzy wiedzą co robią i robią to świetnie.

1. Matematycznie

Dla mnie zdecydowanie i absolutnie numer jeden. Idealny, podręcznikowy przykład, jak łączyć przyjemne z pożytecznym i się przy tym nie zanudzić na śmierć. Stąd pochodzi mój ulubiony ostatnio dowcip:

Biolog, fizyk i matematyk obserwują drzwi do windy.
Najpierw weszły dwie osoby, a po jakimś czasie wyszły trzy.
Biolog: Rozmnożyli się.
Fizyk: Błąd pomiaru.
Matematyk: Jak do środka wejdzie jeszcze jedna osoba, to winda będzie pusta...

snapshot5

 

2. Leśnie

Coś innego, coś świeżego, coś z lasu. czasem zaglądam tu, gdy szukam odpoczynku od czego się da. No i dlatego, że kocham las, a tu cierpię na bezleśną depresję. No i lubię dobrze zjeść, co w tym wypadku nie jest bez znaczenia.

snapshot3

3. Warszawsko

Hmmm... Miałem dość trudny wybór, bo oba warszawskie blogi lubię a skądinąd wiem, że ich autorzy są adwersarzami.Dobra, będzie bez plotek. Kazu zdjęcia umie robić, ma czuja, i efekty jego pracy na długo zostają w pamięci.

snapshot2

4. Ojcowsko

Nie mam dzieci i czytając ten blog wiem, co tracę. Seria zaskakujących, momentami prześmiesznych dialogów ojca z synem, w skromnej, wręcz ascetycznej szacie graficznej.

Mała próbka umiejętności Kubusia:

Kuba nie wie, czy jechać z Moniką do sklepu, czy zostać ze mną. W końcu decyduje zostać:
- Bo mama robi duzo zakupów.
- Ale dzięki temu mamy wszystkie rzeczy i jedzenie.
- Ale dzięki temu końcą się pieniądze.


Odbierałem Kubusia z przedszkola. Mieliśmy jechac po odbiór wyników z badania. Kubus docieka:
- A będą mi palusek badać? (pobieranie krwi z palca)
- Nie, tylko weźmiemy wyniki.
- Ale ja chcę! Tylko będę tloskę płakał.
- To chcesz i będziesz płakał?
- Ale dają lizaka!

snapshot1

5. Nowosądecko

Przez sympatię do miejsca zamieszkania mojej największej życoiwej miłości, zatem trochę po kumotersku, co nie znaczy, że inne wartości się nie liczą. Jeden z moich ulubionych fotoblogów.

snapshot4

Blog Day 2009

 

Kuba nie wie, czy jechać z Moniką do sklepu, czy zostać ze mną. W końcu decyduje zostać:

- Bo mama robi duzo zakupów.

- Ale dzięki temu mamy wszystkie rzeczy i jedzenie.

- Ale dzięki temu końcą się pieniądze.

10:34, kicior99 , varia
Link Komentarze (4) »
sobota, 29 sierpnia 2009
Ci niestraszni brytyjscy turyści

czyli jak naprawdę wypoczywa się na Wyspie

Tradycyjnie latem w gazetach, nie tylko zresztą tych żądnych sensacji, pojawiają się artykuły narzekające na brytyjskich turystów. Że zachowują się karygodnie, sikają do fontann i robią wiele innych rzeczy, których tu nie opiszę, bo ostatnio z ogromnym zaskoczeniem dowiedziałem się, że blog jest popularny wśród, hmmm, młodszej młodzieży. Pewnie krakowiacy dorzuciliby tu kilka pieprznych historyjek. To umówmy się, że ja mogę się zrewanżować podobnymi o Polakach w Albionie, gdzie nawet nazwy trunków będą zbliżone i... przystępujemy do dzieła.
Wypoczynek zagraniczny jest w Anglii letnim standardem. Najtańszą jego formą są wczasy, zwane tu package holiday, które w swej ofercie zawierają kompleksową obsługę turysty i są bardzo tanie; nad Morze Śródziemne można wyjechać już za trzysta funtów, zatem jedną trzecią najniższej pensji miesięcznej. Nic dziwnego, że tę formę spędzania urlopu upodobała sobie niższa klasa - robotnicy, robotnicy wykwalifikowani, często młodzi. Nastawieni na luz i beztroskę, a przy tym raczej niespecjalnie obyci ze światem, zachowują się jak potrafią, często nie jest to zbyt wiele.
Od kilku lat spędzam wszystkie urlopy na Wyspach Brytyjskich. Przyznam się, że początkowo bałem się tej sławetnej hordy barbarzyńców, pierwszy urlop, spędzany w Walii, to początkowo ciągły strach czy mi nic nie zginie, czy nie zniszczą namiotu itp. Po pewnym czasie, wypełnionym rozmowami i obserwacją, zrozumiałem, że mi tu nic nie grozi i - co ważniejsze - pojąłem również dlaczego. Otóż w kraju wypoczywa zupełnie inny typ turysty - klasda średnia, rodziny z dziećmi itp. Przede wszystkim dlatego, że urlop w Anglii nie jest wcale tani. Z dojazdem, wycieczkami, wyżywieniem, wychodzi minimum 300 funtów na osobę na tydzień, i to przy niepewnej pogodzie, a od dwóch lat nieustającym deszczu. Żeby tak odpoczywać, trzeba mieć pieniądze i, co jeszcze ważniejsze, konkretny cel. Anglia naprawdę nie jest idealna do uwalenia się na plaży w dzień i dyskotek w nocy. Wymaga o wiele większego wysiłku intelektualnego, znajomości historii i dość specyficznej wrażliwości na piękno. Efektem jest zupełnie inny gatunek turysty, świadomego i wykształconego. Spotykałem wielu ludzi. Byli wśród nich rodzice, pragnący pokazać dzieciom ich kraj, samotni romantycy z plecakiem, miłośnicy przyrody. Każdy z nich miał swój cel i z żelazną konsekwencją go realizował na miarę swoich możliwości.
Co najciekawsze, do tej pory nie miałem ani jednego zajścia z brytyjskimi turystami; ostatniej nocy jeden z chłopców biegnąc za piłką zahaczył przypadkowo o mój namiot. Znalazłszy piłkę wrócił i poprawił umocowanie. Nikt nie chlał po północy, na polach biwakowych i w hotelowych pokojach po dziesiątej panowała cisza. Nie zauważyłem smietnisk, porozrzucanych papierków ani nic z tych rzeczy. Może jednak warto zrewidować niektóre stereotypy?

dscf0368

Za kilka funtów można wypożyczyć rower i spędzić jeden dzień inaczej. Wycieczka na szlaku rowerowym Camel Trail w Wadebridge.

dscf0122

Oni też nie rozrabiają, bo przyjechali tu w zupełnie innym celu. Surfiści w Newquay.

dscf0134

Jak się znudzi plaża, można zagrać w mini-golfa na trawniku za naprawdę niewielkie pieniądze.

dscf0110

Ja bym po tym nie wszedł nawet metra do góry. Receptą na angielską turystykę jest zasada: Dla każdego coś miłego. Gdy warunki naturalne podrasuje się innymi atrakcjami, żaden urlop nie jest zmarnowany.

dscf0119

Królowa wypoczynku - plaża. Zwróćcie uwagę na idealny porządek.

dscf0173

Spokojnie i rodzinnie... Niedzielny poranek w Padstow.

dscf0354

Pole namiotowe w Windmill. Ci młodzi chłopcy wesoło i dość głośno rąbią stare palety na ognisko. Zabawa skończyła się punktualnie o dziesiątej, a rano zaskoczył mnie idealny porządek.

Fot. autora na podwójnej licencji GFDL i Cc-by-sa-3.0. Autor pozwala na wykorzystanie pod warunkiem podania źródła.

I jeszcze wyjątkowo złośliwa piosenka o brytyjskich wakacjach w stylu unisex - Blur.

 

piątek, 28 sierpnia 2009
Rzeka, która płynie w dwie strony

czyli o osobliwościach pływów

Kiedy byłem dzieckiem i jedynym morzem, jakie znałem był Bałtyk, zjawisko pływów morskich było nie do ogarnięcia. Za żadne skarby świata nie mogłem zrozumieć, dlaczego wody jest w morzu raz więcej, raz mniej i czym to jest spowodowane. Szkoła średnia rozwiązała sprawę czysto teoretycznie, owszem, dowiedziałem się, że ma to związek z księżycem, ale, prawdę mówiąc, nie do końca mnie to przekonało. Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli...
Pierwszy przypływ w życiu widziałem w dość ciekawej formie, w postaci tzw. tidal bore, czyli po naszemu, cofki. Były to moje pierwsze dni w Anglii, pomieszkiwałam wtedy u Briana, który miał dom nad rzeką - i to on pokazał mi moment, w którym rzeka nagle zaczyna płynąć w drugą stronę. Wygląda to jak fala (bo w sensie fizycznym jest to fala niewątpliwie), która porusza się z szybkością dość wolnej jazdy na rowerze i w momencie przepływu wydaje charakterystyczny dźwięk, chyba nie do porównania z czymkolwiek innym. Później rzeczka przez pół dnia płynie sobie w głąb lądu, po czym, gdy przypływ się kończy, zaczyna płynąć bardziej do rzeczy, czyli we właściwym kierunku. Jednak wizualnie jest to znacznie mniej ciekawe. Jak to wygląda, możecie sobie obejrzeć na fotografii obok.
Takich rzek nie ma zbyt wiele na świecie, może doliczyłby się setki, a występują w miejscach największych przypływów morskich: Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Francji, Anglii i Ameryce Południowej. W Wielkiej Brytanii jest ich 13, z czego siedem w Anglii.
Drugi raz zjawisko pływów niemal zrujnowało moją wieloletnią przyjaźń. Kolega przyjechał w odwiedziny i zapragnął zobaczyć Kanał Bristolski i Cardiff z jego drugiej strony. Nie bardzo widziałem sens tej wycieczki, no ale uległem namowie. Pojechaliśmy do Burnham-on-Sea. jakie było moje zdziwienie gdy zamiast morza ukazała się naszym oczom szaro-bura piaszczysta pustynia aż po horyzont... Pierwsza reakcja kolegi to: Ty mnie chyba robisz w konia... Dopiero odwiedziny w informacji turystycznej i dokładne przestudiowanie tablicy pływów pozwoliły stwierdzić, że mamy do czynienia z największym odpływem w roku.
Dane statystyczne wskazują, że okolice Kanału Bristolskiego oraz angielskie wybrzeże atlantyckie szczyci się drugimi pod względem wysokości pływami na świecie, po wybrzeżu wschodniej Kanady (Zatoka Fundy), a różnica między punktem minimalnym i maksymalnym wynosi przeciętnie osiem metrów, a w porywach nawet do piętnastu!
Obserwowanie pływów to spora frajda, ale i niebezpieczeństwo. W wielu kurortach turystów ostrzega się o godzinach przypływów i odpływów, a w ich tablice można zaopatrzyć się w księgarniach, podaje je również lokalna prasa nadmorska.

dscf0163

Ostatni odcinek rzeki Camel w Padstow. Zdjęcie wykonane 23 sierpnia 2009 o godzinie 11. W głębi koryto rzeki Camel.

dscf0220

I zdjęcie z tego samego miejsca przy nieco innym ustawieniu kamery tego samego dnia o godz. 18.00.

Zdjęcie cofki - Chris007, Wikimedia Commons, lic. Cc-by-sa-2.5, zdjęcie rzeki Camel - autora, prawa do kopiowania przy podaniu autora i źródła.

 

środa, 26 sierpnia 2009
Najlepiej oznaczony kraj świata

czyli w krainie drogowskazów

Z reguły podaję tu własne opinie, bądź informacje potwierdzone źródłami pisanymi, tym razem muszę zdać się na zdanie kolegów - fachowców z pracy. Jako że pracuję w logistyce, większość to kierowcy z wieloletnim stażem za kółkiem. A twierdzą oni jednogłośnie: Anglia to najlepiej oznaczony kraj w Europie, a kto wie, czy nie na świecie, pomijając Watykan i San Marino. Jako nie-kierowca musiałem tę opinię potwierdzić w terenie i... chyba się z nimi zgodzę, biorąc również pod uwagę moje wieloletnie doświadczenie autostopowicza. Znaki drogowe są wszędzie, i co ważniejsze, pokazują to, o co naprawdę może chodzić kierowcom. Nie ma na przykład takich dziwów jak na drodze z Poznania do Gdańska, gdzie większość znaków wskazuje na niewiele mówiące Świecie nad Wisłą - przy całym szacunku dla tej miejscowości. Próbowałem odgadnąć, jakie zasady Anglicy stosują przy oznaczaniu i o to, co mi wyszło.
Po pierwsze: nie żałuj blachy. Takiej literatury na drogowskazach, jak w Anglii nie ma chyba nigdzie, a ażeby to wszystko przeczytać, potrzeba by lat. Wystarczy rzucić okiem na zdjęcia z poprzedniego wpisu - mało jest takich, gdzie żaden drogowskaz nie wszedłby w paradę. Lepiej oznaczać za często niż za rzadko, a skrzyżowanie bez drogowskazu jest skrzyżowaniem straconym.
Po drugie: Zadbaj o estetykę drogowskazu: musi być czytelny i poza tym ustawiony tak, by dało go się przeczytać przy najechaniu z różnych punktów. Nie stawiaj drogowskazów pod drzewem, które może zakryć gałęziami treść ani w innym, równie durnym miejscu. Stosuj odrębną stylistykę dla różnego typu drogowskazów.
Po trzecie: Nie zapominaj, że ludzie mają różne interesy i potrzeby. Angielskie znaki pokazują nie tylko Londyn; dowiedzieć się można z nich wszystko, o miejscowościach, zabytkach, ważnych obiektach użytku publicznego. Nieważne, że zainteresuje to jedną osobę na tysiąc, ta osoba jest jednakowo ważna jak tysiąc innych.
Niby tak niewiele i same oczywistości, prawda? Ale stosowanie z żelazną konsekwencją tych niezbyt skomplikowanych zasad może prowadzić do wstrząsających efektów, co polecam wszystkim służbom znakarskim świata ze szczególnym uwzględnieniem francuskich i, rzecz jasna, polskich.

dscf0312

Nieskomplikowana estetyka i czytelność - warunek numer jeden.

dscf0239

Umiejętne zastosowanie różnych typów ułatwia wyłuskanie potrzebnej informacji.

dscf0296

Bez obawy, kierowca i tak zdąży to wszystko przeczytać...

dscf0399

Te znaki tylko pozornie wyłamują się z przyjętej stylistyki; zielony zawsze oznacza drogę krajową, obiekty przemysłowe i turystyczne też mają ustalony kolor. Opanowanie tego systemu to kwestia dnia - i jest niezawodny.



dscf0244

Znaki starego typu nie poznikały nagle w momencie wprowadzenia nowego wzoru oznaczeń, wiele służy do dziś.

dscf0233

Należy pamiętać o wszystkich, a zwłaszcza o turystach.

dscf0314

A co trudniejsze - rozrysować.

dscf0155

Wiele miast ma doskonały system oznakowania dla pieszych - i to nie tylko ośrodki turystyczne.

dscf0210

Szerokiej drogi!

Fot autora. Kopiując i publikując - podaj źródło.

 


poniedziałek, 24 sierpnia 2009
Tajemnica żółtego wiaderka

czyli zaskakująca Kornwalia

Już po urlopowym wyjeździe. Kornwalia, ale nie ta z Penzance i Edenem a inna, północna, może trochę zapomniana i niedoceniona. Będzie jeszcze sporo pisania, oglądania. Na razie jednak pozostaję w urlopowym nastroju i pokażę to, co mnie zdziwiło, zaskoczyło, rozśmieszyło... Jak lato to lato.

dscf0413

Po przekroczeniu jednego z tych mostów jesteśmy w Kornwalii. Ten niższy, cięższy to most kolejowy Księcia Alberta, zbudowany w połowie XIX w. przez Isambarda Brunela i w swoim czasie był budowlą na wskroś nowoczesną, ba, rewolucyjną. Niezmiennie cieszy oko do dziś.

dscf0116

Newquay. Miejscowość zdominowana przez surferów, mekka amatorów szybkiego i intensywnego (cokolwiek miałoby to znaczyć) wypoczynku. Zawsze zatłoczone i zawsze za drogie; gdy podsumowałem wydatki z jednego dnia, z miejsca zapakowałem się w najbliższy autobus.

dscf0123

To dopiero przedszkole surfa: w oczekiwaniu na wielką falę. Podstawa tego szaleństwa to zrozumieć falę i jej ruchy, a do tego wystarczy mała deska za 10 funtów. Jak widać, niektórzy z emocji nie zwracają uwagi na inne okoliczności, jak ten zapalony surfista po prawej...

dscf0136

A to rozrywka dla nieco starszych dzieci. Nazwa sklepu - "Tanie chlanie". Takie coś możliwe jest tylko w Newquay. Złośliwi mówią, że latem spożycie alkoholu w tym młodzieżowym kurorcie jest wyższe niż w Londynie. Skutki zaś takie, jak opisałem w poprzednim wpisie. Nawiasem - jakoś nie zauważyłem, by ktokolwiek przejął się apelem a w mieście na ten temat cicho.

dscf0160

Uciekam z Newquay do Padstow. Piętrowy autobus spowodował zapchanie drogi i kilkunastominutowy korek. Ale nie ma co narzekać - podobno w Szkocji drogi są jeszcze węższe. Kierowca pozwolił mi wyjść i zrobić zdjęcie, bo, jak stwierdził - prędzej ziemia się zapadnie niż on ruszy z miejsca.

dscf0225

Z tej strony Padstow nie wygląda zbyt atrakcyjnie; małe senne miasteczko. Ale to tylko pozory.

dscf0343

Tak wygląda z bliska. I zawsze zatłoczone, niezależnie od pory dnia, pełne sklepików, kawiarenek i zaułków. Właśnie tu po raz pierwszy w życiu (zgroza, nie?) dałem napiwek, kelnerowi w poważnym wieku dwunastu lat. Tak już jest w Kornwalii, że jeśli ktoś ma biznes sezonowy, a o taki tu przecież najłatwiej, to pracuje przy nim cała rodzina, bywa że z psem włącznie, i nikt nie myśli o wakacjach.

dscf0325

Dzieciom się wszystko wybacza i to nie tylko w Kornwalii. Tu mały łowi ryby przy czerwonym kobylastym zakazie. A tatuś uczy.

dscf0335

Zastanawiałem się, co ci młodzi kombinują i co takiego jest w tym żółtym wiaderku, nad którym zatrzymywało się wielu przechodniów.

dscf0337

Z ciekawości zobaczyłem - i sfotografowałem. Pogłaskać nie miałem odwagi. Połowy krabów są bardzo popularne w Kornwalii a skorupiak - lokalnym przysmakiem.

dscf0241

Tintagel - stary budynek poczty, liczący sobie ok. 600 lat, z okolicznościową ekspozycją w środku. Zbudowany z miejscowych skał, pokryty dachem z licznie tu występujących łupków. Rolę poczty pełnił w XIX wieku; gdy wybudowano nowy gmach, ten przeznaczono do rozbiórki. Dość przytomnie zainteresował się nim National Trust i w r. 1903 wciągnął go na listę zabytków. Mój typ: bez wątpienia najładniejsza budowla, jaką zobaczyłem podczas tego wyjazdu.

dscf0257

Tak wchodzi się na zamek legendarnego króla Artura. Mimo że nad morzem - wysoko i stromo. Miny turystów mówią same za siebie.

dscf0278

Przyznaję bez bicia - nie miałem odwagi wspinania się po tym urwisku. Podziwiałem wczesnośredniowieczną ruinę z daleka i zaoszczędziłem 4.50 na oglądaniu zabytkowych kamulców z bliska.

dscf0200

Zacumowali na piachu? Tak by to wyglądało...

dscf0209

Nie, to tylko odpływ. To samo miejsce po pół godzinie.

dscf0187

Kornwalia tonie w kolorach i kwiatach. W zasadzie nie widziałem miasta ani wioski, która nie byłaby ukwiecona lub ozdobiona w inny sposób. Pieniędzy na to nie szczędzi żadna rada gminna. Biednie - bo Kornwalia jest biedna - ale za to czysto i bardzo estetycznie.

dscf0275

Konik morski? Raczej oceaniczny... Też piękno, tyle że zupełnie innego rodzaju.

dscf0290

Kiedyś narzekałem na wąskie ławki na przystankach. Tu jednak padł rekord.

dscf0380

Ostatni dzień przeznaczyłem na Boscastle. Zabytkowy port z XVI wieku. Zwróćcie uwagę na wcale nie nadmorski charakter tej okolicy.

dscf0381

A to pięćdziesiąt metrów dalej - ujście do Atlantyku.

dscf0415

Do zobaczenia jak najszybciej!

aaa

I zasłużony wypoczynek!

Fot. autora - jeśli pożyczasz, zabierasz, kopiujesz, nie mam nic przeciwko, proszę jedynie o podanie źródła i autora.

 

wtorek, 18 sierpnia 2009
A właśnie pojadę do Newquay!

czyli zamiast przedurlopowego pożengnania

Pojadę do Newquay. A właśnie że tak. Dokładnie dwudziestego, zaraz jak wypłata wpłynie na konto, pierwszym pociągiem po 8.30, czyli tym tańszym. A pojadę tam mimo protestów i szeroko zakrojonej akcji bojkotowania wakacji w tym przepięknym kornwalijskim wczasowisku. Co prawda do bojkotu wzywana jest głównie młodzież, ale ja jeszcze nie czuję się staro. Ba, jest gorzej, z nikim i z niczym w tym przypadku się nie solidaryzuję.
Co się stało w Newquay? Skąd ta akcja? Zacząć chyba należy od tego, że to niewielkie miasto na północnym wybrzeżu Kornwalii, od zawsze słynęło z doskonałych warunków do surfowania. Otwarty Atlantyk, specyficzne wiatry i pewnie kilka innych czynników spowodowało, że własnie tam zdarzają się największe fale, które można pokonywać deską. Nie jest to atrakcja wyłącznie angielska; Newquay zyskało renomę w całej Europie. Do tego stopnia, że latem zamienia się w najmłodsze miasto Anglii, bo przecież surf to dziedzina młodych. Nie byłem jeszcze, ale często jeżdżę pociągiem Newquay - Paddington i wiem, czego się w nim można spodziewać. Takiego natłoku ładnych dziewczyn nie ma chyba w całej północnej Europie.
A gdzie młodzież, tam i wszystkie negatywne zjawiska z młodzieżą związane: seks, alkohol, narkotyki. Chyba jest oczywiste, że życie nocne kwitnie i można tam nieźle się zabawić. W tej rozbawionej miejscowości w tym roku zginęły już dwie młode osoby i to w odstępie ośmiu dni. Jednym z nich był Paddy Higgins (na zdjęciu po lewej), student szesnastolatek, zapalony surfista. Spadł z klifu podczas spaceru, grubo po północy. Oczywiście w stanie nietrzeźwym. Paddy był szalenie popularny wśród równolatków, pamiątkowe strony powstają na Facebooku, pojawiają się apele o podwyższenie wieku sprzedaży alkoholu do 21 roku życia i bojkot wyjazdów do Newquay.

Nie czarujmy się: do tego kornwalijskiego kurortu nie przyjeżdża się w celach intelektualnych: od tego są położone nieco bardziej na północ Boscastle i Tintagel. Do Newquay przyjeżdża się wyszaleć i urwać od rodziców. Obowiązuje atmosfera luzu i buntu, swobodny ubiór, nieraz wyzywający. Gdy ostatnio wracałem pociągiem jadącym z Newquay, obok mnie siedział chłopak w koszulce z napisem "Jestem Spike" a obok szesnastolatka w tlenionych włosach, miniówce i koszulce, tym tazem z napisem: "Jestem dupą Spike'a". To chyba trochę mówi o klimacie Newquay. Zbiorowisko takich ludzi, najczęściej bez opieki, jest potencjalną bombą atomową z nieustalonym czasem wybuchu...

Powiem tak: z nikim nie będę się solidaryzował. Ktoś, kto chodzi do szkoły średniej, z definicji powinien mieć podstawową wiedzę o działaniu alkoholu na organizm ludzki. Poza tym: gdzie byli rodzice? Gdzie było prawo? przecież ten alkohol ktoś mu sprzedał. Rodzice? Po śmierci syna ogłosili akcję by bojkotować Newquay... Aż się nóż w nieszeni otwiera. Nie jestem cyniczny, ale trudno wykrzesać z siebie odrobinę współczucia - kto wieczorem, na niezłej bombie chodzi na klify? Co zawiniła komu ta miejscowość, że wzywa się do jej bojkotu? Zamiast organizować durne akcje, które nic nie zmienią, chyba lepiej zastanowić się, dlaczego tak się stało i wyciągnąć wnioski. A ja na przekór wszystkiemu pojadę do Newquay.

newquay11

Surfing w Newquay (fot. www.st-christophers.co.uk)

Wystarczy obejrzeć teledysk, by zorientować się, jaki nastrój obowiązuje wśród surfistów.

niedziela, 16 sierpnia 2009
Śniadanie za funta

czyli niedzielne rozterki

Sklepy w Anglii w niedziele czynne są w zasadzie od dziesiątej do szesnastej - dotyczy to dużych supermarketów. Dla kogoś, kto wrócił do domu o szóstej rano i jeszcze idzie do pracy na wieczów (po raz ostatni przed urlopem) są praktycznie niedostępne. Mam funta (coś około pięciu zł), i ochotę na jakieś śniadanie z produktów dostępnych w sklepiku naprzeciw. Zapomnijmy przy okazji, że dostaniemy świeże pieczywo, to nie Niemcy ani Polska. Z resztą też średnio; małe sklepiki w miastach są niestety słabo zaopatrzone, ich głównym zadaniem jest sprzedaż gazet, nawet potocznie nazywane są paper shop. Ktoś, kto znajdzie się w przymusowej sytuacji i nie może skorzystać z supermarketu może naprawdę mieć problem... Oto na co możemy liczyć:

1. Omlet z groszkiem

Za 4 jajka (60 p) i puszkę groszku (40 p) zapłacę równo funciaka.

2. Kanapki z sardynkami

Puszka serdynek (mała) - 40 pensów. Chleb (niestety tylko na utrwalaczach) - 40 pensów.

3. Fasolka w sosie pomidorowym i jajko smażone
Czyli połowiczne śniadanie po angielsku. Kosztuje w sumie 70 pensów, jeśli sprzedawca zgodzi się nam sprzedać jedno jajko. Można negocjować.

A może ktoś ma inny pomysł?

dscf0091

Mój lokalny paper shop. Na duże zakupy nie ma co liczyć, chyba że się lubi świeżą prasę i słodycze.

I piosenka śniadaniowa, powstała w Anglii. Tyle, że śniadanie amerykańskie...

09:29, kicior99 , kuchnia
Link Komentarze (7) »
czwartek, 13 sierpnia 2009
Kraj mamuś i tatusiów

czyli seks na wielkiej wyspie


W dyskusji pod jednym z wpisów zarzucono mi, że jestem zorientowany zbyt proangielsko, że widać u mnie gorliwość neofity, że... Never mind. Mam swoje lata, jak to się mówi, z niejednego pieca chleb jadłem i stać mnie na własne zdanie, choć nie wiem, jak by to kogoś bolało. Ba, nauczyłem się myśleć o sobie bez wyrzutów, że jestem aspołeczny i sądzę, że patrzę na świat w nieco innych proporcjach niż kiedyś, zdrowszych, właściwszych.
Nie, wcale nie podchodzę do kultury anglosaskiej, zwłaszcza tej współczesnej bezkrytycznie. Jedną z rzeczy, która bardzo mi się nie podoba to stosunek do seksu, zwłaszcza seksu ludzi młodych i bardzo młodych. Oficjalnie wiek przyzwolenia na rozpoczęcie życia płciowego w Anglii, tzw. age of consent, to szesnaście lat. Z badań jednak wynika, że średni wiek rozpoczęcia współżycia również wynosi ok. szesnastu lat, więc łatwo się domyślić, że wszystko rozpoczyna się o wiele wcześniej. Owszem. Prawo interweniuje bardzo rzadko, chyba że chodzi o wykorzystanie nieletniego przez osobę dorosłą; jeśli rzecz toczy się między równolatkami, to obowiązuje zmowa milczenia. Ba, tu i ówdzie pojawiają się głosy, by tę granicę obniżyć, nawet do czternastu lat, przy zachowaniu warunku, że drugi partner nie ma więcej niż szesnaście lat. Poza głosami partii konserwatywnej, nie widzę jakoś większych sprzeciwów.
Niedawno Anglią wstrząsnęła tzw, sprawa Alfiego. Alfie (na zdjęciu po lewej) ma trzynaście lat i prawdopodobnie został najmłodszym ojcem w Anglii. Piszę "prawdopodobnie" bo przyznających się do ewentualnego ojcostwa jest zdaje się trzech innych, w podobnym wieku. Matka, tym razem nie domniemana, ma piętnaście lat. Gdy popatrzymy na zdjęcie Alfiego, to niejeden z nas wyrazi wątpliwość, czy to nie jest przypadkiem jakaś kaczka dziennikarska. Zwłaszcza, że wkrótce udzielał wywiadu dla jednej z największych szmat w Anglii. "Nie wiem, ile kosztują śpioszki, sądzę, że bardzo wiele. Nie wiem czy sobie poradzę z wychowaniem dziecka, dostaję mało kieszonkowego. Czasem dyszkę od ojca." - to złote myśli ojca dziecka. Rzekomo największym problemem przyszłej babci było "co ludzie powiedzą". W sprawie wypowiedział się nawet premier Brown, mówiąc, że rząd robi wiele by zapobiec ciążom małoletnich. Z rządowych kół odezwały się głosy, że problem nie w tym, że te ciąże są, ale by bardziej przygotować młodych ludzi, zwłaszcza chłopców, do świadomego rodzicielstwa, głównie pod hasłem "bycie tatą może być fajne".
Cóż, może w tym jest jakiś pragmatyzm. Może to lepsze od postawy młodych dziadków, którzy zaraz po porodzie dziecka zastanawiali się od kogo wydrzeć kasę i ile tego ma być. Z drugiej strony rozumiem mojego kolegę, który długo rozważał sprowadzenie swojego wtedy dwunastoletniego syna do Anglii, głównie właśnie z powodów obyczajowych. W końcu zdecydował go sprowadzić a dzieciak obecnie ma piętnaście lat i jeszcze ojcem nie został. Ja się czasem po cichu cieszę, że jednak nie mam dzieci...
A co z Alfim? Na razie cisza. Jeśli nie będzie próby pobicia tego rekordu, zapewne doczekamy się książki - wspomnień najmłodszego ojca w kraju. O ile potwierdzi się jego ojcostwo, bo sprawa w toku. Życie nie lubi próżni.

Nadmierne spożycie alkoholu i współżycie seksualne młodzieży przed szesnastym rokiem życia w różnych krajach Europy, USA i Kanadzie. Wielka Brytania bije wszelkie rekordy. (graf. www.whychurch.org.uk/)

Zdjęcie Alfiego - mirror.co.uk


Najlepsze Blogi
Blog edytowany na licencji:
Teksty i fotografie autora udostępnione na licencji cc-by-sa-3.0. Można je dowolnie kopiować i modyfikować, publikując informacje o autorze i odnośnik do tej strony, za wyłączeniem zastosowań komercyjnych. Wszelkie modyfikacje tekstów i zdjęć także muszą być rozpowszechniane na tej samej licencji. W pozostałych przypadkach obowiązują licencje podane pod materiałami.
Google PageRank Checker

Blog ze stajni: