sobota, 23 lipca 2011
Nareszcie sukces

czyli dlaczego Brytyjczycy się ucieszyli

Dawno nie widziałem tak zadowolonych Anglików jak w momencie, kiedy im zamknęli News of the World. Na gazetę posypały się gromy oburzonego społeczeństwa, reklamodawcy po ujawnieniu kolejnej odsłony skandalu zaczęli w pośpiechu wycofywać reklamy w obawie przed ostracyzmem społecznym a znienawidzona rudowłosa Rebekah Brooks została - na krótko ale jednak - zatrzymana. I tak - można powiedzieć, zatryumfowała sprawiedliwość a Anglicy gratulują sobie sukcesu.

Tak, ci sami Anglicy, którzy jeszcze kilka tygodni temu rano tłoczyli się przy kiosku, by ową gazetę kupić. Bo w koncu News of the World miało trzy miliony nakładu, było największą angielskojęzyczną gazetą na świecie i drugą po Bildzie - a oblicza się, że każdy egzemplarz czytały dwie osoby.

Wbrew swojej nazwie News of the World nie była gazetą komentującą światową politykę. Złośliwie nazywane "The News of the screws" zajmowało się głównie plotkami, zwłaszcza z wyższych sfer. Technicznie było to po prostu niedzielne wydanie innej znanej bulwarówki, The Sun, która ma tego samego właściciela i bynajmniej nie upadła. Ci sami Anglicy, którzy teraz cieszą się z upadku News of the World, następnego dnia kupią The Sun i dalej będą się pławić w tych samych klimatach. Albowiem, przynajmniej na razie, dziennikarzom Sun nic nie udowodniono.

Skąd więc takie zainteresowanie upadkiem gazety, która przynosiła swojemu właścicielowi zaledwie procent całego dochodu? Sądzę, że przede wszystkim zapotrzebowaniem na sukces. Jakikolwiek. Reprezentacja gra słabo, piłka klubowa lepsza, choć trudno w jej przypadku o jakieś wspólne dla wszystkich uczucia, wzrasta bezrobocie a Cameron dalej straszy redukcją budżetówki. Dlatego sukcesem może być nawet coś, co okaże się dla ludzi podcinaniem gałęzi, na której siedzą. Ale co tam, nic tak nie cieszy jak klęska bliźniego. Nawet w Anglii. 

To już koniec...

08:56, kicior99 , media
Link Komentarze (2) »
środa, 03 listopada 2010
Jak to robią najlepsi

czyli angielskie radio od środka

Wiem, że dla większości będzie nudne to, o czym teraz napiszę - ale nic nie poradzę, każdy ma hopla na punkcie własnego zawodu (obecnego lub byłego). Ja też. W tym tygodniu na jednej z platform cyfrowych można oglądać słynny, flagowy wręcz program radiowy BBC Radio One, Chris Moyles Show. Radio w telewizji? Nie za nudno? Jak się ogląda najsłynniejsze radio świata, to nigdy nie jest nudno.

moyles1

Zacznijmy od prowadzącego. Tu częściowo wspomaga się realizowaniem, ma konsoletę, komputer, z którego uruchamia dżingle, piosenki i inne uprzednio zarejestrowane dźwięki. Niby nic dziwnego, ale... Na uwagę zwraca ekran komputera. Program komputerowy jest tak skonstruowany, by prowadzący miał jak najprościej - czego nie mogę powiedzieć o programach, na których przyszło mi pracować. Szukanie reklam, zmiana okien... Zemsta informatyków na radiowcach po prostu. Tak na marginesie, po raz pierwszy widze prowadzącego w czapce. Zimno muszą mieć w studio...

moyles4

Niby nic dziwnego, ale... Wielu ludzi, którym dane było pracować w radio, patrzy na to z zazdrością. Na tym stole jest miejsce! na kartki, notatki itp. O tyle jest czego zazdrościć, że w studiach, w których przyszło mi pracować i które widziałem (a trochę tego było) panowała zawsze ogromna ciasnota. Szeleszczenia kartek nie słychać, bo prowadzący ma kierunkowy mikrofon dynamiczny, który zbiera głos tylko z jednego kierunku i bliskiej odległości. U nas dalej się uważa, że najlepszy jest pojemnościowy, co niestety słychać.

moyles2

Dominik i Tina, serwisanci, czytają dziennik. W tym samym studio co prowadzący Chris - u nas to rzadkość, że dziennik czyta się obok prowadzącego, zazwyczaj jest to z innego studia. Dlaczego? Otóż dlatego, że u nas panuje terror ciszy. Jeśli odruchowo bębnisz palcami po stole, wiercisz się na krześle, ba, za głośno oddychasz - od razu czujesz na sobie piorunujący wzrok realizatora. W Radio One tego nie ma - wychodzą z założenia, że program produkuje człowiek, a on wydaje różne dźwięki. Oczywiście, w takim śmiertelnie poważnym Radio 4 dyscyplina jest o wiele większa...

moyles3

Ale ogólnie w Jedynce obowiązuje luz - co widać i słychać. I to chyba jest tajemnica, że angielskiego radia słucha się trochę inaczej niż polskiego. Nawet w, wydawałoby się, luzackim RMF, obowiązuje większa dyscyplina antenowa niż w Jedynce BBC. A co ciekawe - nie ma większych wtop i wpadek, ci ludzie są świetnie przygotowani do tego, co robią. Można się zżymać, że Chris często pieprznie coś od rzeczy - ale obserwując go w studio widać, że to profesjonalista w każdym calu.

(fot. screen z programu BBC)

10:35, kicior99 , media
Link Komentarze (7) »
piątek, 01 października 2010
Chris, odchudzaj się!

czyli dramat gwiazdy

No i stało się, wielka narodowa tragedia dosięgnęła jedną z największych gwiazd na firmamencie BBC, prezentera porannego programu w BBC Radio 1, Chrisa Moylesa. Biedaczek, nie dostał pensji! Kilka dni temu jego słuchacze usłyszeli wściekłą tyradę na antenie, która zajęła mu jakieś 20 minut i skierowana była przeciwko jego własnemu pracodawcy. Tak, Moyles na oczach a może uszach całej Anglii robił kupę we własne gniazdo i gryzł rękę, która go karmi. Czyżby brak pensji spowoduje, że umrze z głodu? Bynajmniej. Moyles zarabia 500 000 funtów na rocznie i jeśli ma odrobinę więcej rozumu niż to prezentuje na antenie, chyba odłożył małe co nieco. A jeśli nie - schudnie trochę... Ale nawet nie - BBC ani yśli się go pozbyć.

Chris Moyles to enfant terrible BBC 1 i święta krowa zarazem. Kiedy obejmował prowadzenie poranków po Sarze Cox, wielu dziwiło się jego odwadze - boska Sara straciła w krótkim czasie aż pół miliona słuchaczy swojego programu! A poranki w brytyjskim radio są święte, prowadzą je najznakomitsi dziennikarze i prezenterzy, dość nadmienić, że przez kilka lat Moyles musiał zmagać się z nielichą konkurencją - w sąsiedniej dwójce poranki prowadził człowiek - instytucja - Terry Wogan. Obecnie Moylesa słucha co rano 9 milionów Brytyjczyków.

Chris, któremu do tej pory pozwolono poprowadzić dość mało atrakcyjne pasmo między czwartą a szóstą rano (to, które w trójce prowadzi Piotr Łodej), zadziwił wszystkich - w rok przywrócił wskaźniki słuchalności do poprzedniego poziomu aż w końcu prowadzony przez niego program stał się zagrożeniem dla dwójki, zwłaszcza  że Wogan odszedł w r. 2004 na zasłużoną emeryturę. Myłiłby się jednak ten, kto sądzi, że Moyles robi ambitne radio. Wręcz przeciwnie, trudno czasem tego słuchać bez zażenowania. Już pomijam mało eleganckie odgłosy naśladujące bekanie czy puszczanie wiatrów. Chris kocha obrażać. Victorię Beckham nazwał dziwką, Polki - według niego - są dobre do prasowania i prostytucji (czyżby wiedział to z autopsji?) - i tak dalej, i w ten deseń. Poranki w jedynce to popisy chamstwa, braku kultury, najczystszego buractwa i obrażania rozmówców, zwłaszcza kobiet. To wszystko w akompaniamencie skrajnego samozachwytu i samouwielbienia - Chris Moyles sam się ogłosił zbawcą Jedynki! Warto nadmienić, że program skierowany jest do młodego, niewyrobionego intelektualnie słuchacza i taki cel najwyraźniej BBC przyświeca, gdyż tym samym odbiera słuchaczy radiofonii prywatnej, w której jednak takiej hucpy nie ma.

Stąd Moylesowi wolno wiele. I choć nawet jeśli nikt nie wzruszył się specjalnie tym, że jego idol nie dostał pensji, Chris i tak zrobił na tym niezły interes. Stawiam funty przeciwko orzechom, że za ten numer nie wyleci. BBC za wiele ma do stracenia. Ci, którym ta chamówa się nie podoba, mają o wiele ambitniejsze poranki w dwójce, czy przeintelektualizowane radio 4. Po prostu i tak każdy znajdzie coś dla siebie. Przy okazji odpada argument o tym, że takie rzeczy dzieją się z publicznych pieniędzy - bo istnieje alternatywa. Oczywiście Moyles przegnie kiedyś do tego stopnia, że wyleci. Ale dopiero wtedy, kiedy BBC dorobi się godnego (czytaj równie chamskiego i cynicznego) następcy.

PS. A ja i tak słucham dwójki.

Chris Moyles - flagowy okręt Radia 1. Jak długo jeszcze? (fot. Daily Mirror)

A tu można posłuchać jak Moyles wkurza się na antenie, że mu nie zapłacili (tylko dla znających język)

09:11, kicior99 , media
Link Komentarze (6) »
sobota, 03 października 2009
Bransoletka od seksu

czyli o sztuce manipulacji

Gdy uczyłem się języka niemieckiego, do Polski dochodziły już erefenowskie brukowce, na nasze musieliśmy jeszcze poczekać. Lubiłem czytać Bild Zeitung. Nie dostrzegałem potężnych manipulacji, jakich dopuszczała się ta gazeta, dla mnie było ważne, że artykuły pisane są prostym, klarownym językiem i podane są na tyle atrakcyjnie, że czytanie jest przyjemnością. Później, gdy dorobiliśmy się własnych szmatławców, a i ja zacząłem pracować w gazecie, metody prasowej manipulacji i robienie w konia czytelnika stały się dla mnie o wiele bardziej zrozumiałe (co nie znaczy, że stosowałem je w praktyce...). Wszystko to pikuś, szczeniaczek zaledwie przy tym co robią brukowce brytyjskie, nie bez kozery uważane ze mistrzów w ogłupianiu czytelnika. Zerknijmy zatem, jak to robią prawdziwi profesjonaliści.

W przedwczorajszym numerze bulwarowego dziennika The Sun ukazał się artykuł na całe dwie strony, zatytułowany: Bransoletka, która oznacza, że wasze dziecko uprawia seks. Słowo seks pogrubione do monstrualnych rozmiarów, patrząc na nie mamy wrażenie, że nas zjada. O co chodzi w tej historii? Otóż wśród angielskich dziewcząt w wieku od siedmiu do -nastu lat jest moda na noszenie różnokolorowych bransoletek. Tak naprawdę - grzmi gazeta - owe bransoletki są sekretnym kodem w dziecięcym języku. Jeśli chłopiec złapie za żółtą bransoletkę, dziewczyna musi go uścisnąć. Kolor pomarańczowy oznacza pocałunek, fioletowy - z języczkiem, różowy - pokazanie piersi, czerwony - taniec brzucha, niebieski to seks oralny a czarny to pójście na całość. Najcenniejsza i najrzadziej spotykana jest obręcz złota, a ten szczęśliwiec, który za nią chwyci, dostanie wszystko co powyżej. O sprawie poinformowała gazetę niejaka Shanne Johnson z Sheffield, matka ośmioletniej dziewczynki, która w przypływie szczerości wyklepała mamie, że ta czarna oznacza zrobienie dzidziusia. Rezolutna i rozsądna matka, zamiast skonsultować się z jakimkolwiek specjalistą, leci wprost do największej bulwarówki. Daje się rzecz jasna sfotografować z córką.

Każdy, kto przeczyta tę wstrząsającą opowieść, ma prawo poczuć się przerażony. Jeśli historia dotyczy ośmioletnich dzieci to już nie zagrożenie a prawdziwa klęska. Czytelnik mający progeniturę w tym wieku, musi jakoś zareagować.

Spójrzmy teraz nie na kolorowe obrazki, a na rzeczywiste fakty, które zawiera artykuł. Po pierwsze - opowieść podana jest tylko z powołaniem na jedno źródło. Dziennikarz raczej nie znalazł potwierdzenia tych rewelacji gdzie indziej. Przepraszam, znalazł. Pisze: Jeden rodzic, który podsłuchał swą czternastoletnią córkę, powiedział... Rzeczywiście, wstrząsające źródło.

Fakt drugi - dziennikarz nie splamił się zasięgnięciem opinii u żadnego specjalisty, co jest nie tylko powszechnie przyjętym zwyczajem dziennikarskim, ale ta sama gazeta potrafi sięgnąć do tego środka, o ile uzyskane stamtąd informacje są jej wygodne. Wielka Brytania jest do tego stopnia uczulona na seks dzieci, że, gdyby podane fakty były choć po części prawdą, chętnych do potwierdzenia i głębokiej analizy by nie brakowało. Jak również procesów z tego powodu, wyroków i jeszcze bardziej krzykliwych artykułów w tej samej gazecie. Wiem że to dowód z braku dowodów, sądzę jednak, że w przypadku prasy brytyjskiej nader celny. Tak tu po prostu jest. A tu? W całej historii z imienia i nazwiska wypowiada się jedynie matka dziewuszki. Dziecię coś wspomina o seksie, do którego miało rzekomo dochodzić, gdy chłopak ucapił bransoletkę,  ale chyba do końca nie wie, skoro gazeta nie cytuje jej słów a po prostu je omawia.

Zadałem sobie trud sprawdzenia tych rewelacji na internecie. Owszem, coś tam znalazłem na facebooku, wszystko to indywidualne opisy i żadnych oficjalnych informacji. Wygląda to wyłącznie na zabawę werbalną. Inny, tym razem o wiele bardziej wyważony artykuł, w poważniejszym Guardianie, bagatelizuje problem i pisze o nim jako niewinnej zabawie bez większych konsekwencji. Pytałem rodziców, którzy mają dzieci w wieku szkolnym - pierwszy raz słyszeli o "shag band". Owszem, seks młodzieży jest problemem w UK, ale historia opisana powyżej ma na celu jedynie wywołanie świętego oburzenia i podniesienia czytelnictwa tytułu. Odpowiedzialnego dziennikarstwa nie ma tu w ogóle, jest za to modny temat, skandal i zysk koncernu. Przyjemnej lektury!

Matka i córka. W tej całej historii zdjęcie jest najważniejsze i ma uzmysłowić czytelnikowi rangę problemu. (fot. The Sun)

08:10, kicior99 , media
Link Komentarze (9) »
niedziela, 07 września 2008
Tu mówi wasz doktor

 

 

czyli radio, jakiego nie znacie

Byłem tego dnia w Taunton. Sprawy pozałatwiałem szybko, ale uciekł mi pociąg do domu. Zwykle na takie okazje mam w plecaku jakieś czytadło, tym razem było to "British as a second language" Davida Bennuna, gdzie autor popisuje się znajomością wyrafinowanego słownictwa i głównie własną głupotą, więc ochota na czytanie przeszła mi szybko. Zawsze mam przy sobie małe radio, przeleciałem więc szybko stacje. Apple AM. Nigdy o czymś takim nie słyszałem. Ze słuchawek dobiegła muzyka Jamesa Lasta i Horsta Jankowskiego. Kto dziś tego jeszcze słucha? A że czasu miałem sporo, postanowiłem przypilnować tej dziwnej fali.

Po dawce polek Straussa wydało się wreszcie co to jest. Radio szpitala w Taunton. Tego samego, który chciał mnie wysłać na tamten świat podczas ostatniego zapalenia płuc. Już miałem zmienić falę, ale akurat nabrałem ochoty na lekką muzykę orkiestrową a poza tym byłem ciekaw, co z tego wyniknie. Zaczną odczytywać historie chorób pacjentów? Pojawi się jakiś dziadek - zrzęda i zacznie marudzić jak żyć długo i zdrowo? Czy może podadzą jadłospis na kolację? Nic takiego nie nastąpiło, pojawiło się za to dwóch sympatycznych facetów i zaczęli dyskutować o ostatnim meczu krykieta.

Takich przyszpitalnych rozgłośni jest w Wielkiej Brytanii 300. Wszystkie działają non - profit, tworzone przez rzesze zapaleńców i wolontariuszy, niebiorących za własną pracę ani centa. Większość albo pracuje w systemie radiowęzłowym, bądź też nadaje na falach średnich, jako że rynek UKF jest w Anglii przeznaczony wyłącznie dla BBC i działalności komercyjnej. Program takiego szpitalnego radia to głównie serwis społecznościowy, wiele lekkiej muzyki, dobrego słowa i pogody ducha. Trudne, kontrowersyjne tematy pojawiają się rzadko - pacjent ma mieć przede wszystkim święty spokój.

Można się dziwić, ale zjawisko szpitalnej radiofonii liczy sobie ponad osiemdziesiąt lat! Zapoczątkował je w roku 1921 niejaki Thomas Hanstock, który korzystając z rodzącej się popularności radia dostrzegł jego dobroczynny wpływ na pacjentów. Wystosował odpowiednie pismo do kogo trzeba - i pierwsze radio szpitalne ruszyło jw roku 1926 w hrabstwie York. Pomysł chwycił i w zasadzie rozwój tej bardzo specyficznej radiofonii trwa aż do dziś. Istnieje nawet specjalna unia nadawców szpitalnych, której członkowie udzielają sobie daleko idącej pomocy. Wiele znanych gwiazd eteru zaczynało właśnie u pana doktora. Fenomen przyrównać można do polskiej radiofonii akademickiej - tyle że o o wiele starszych korzeniach. I co ciekawe - przy ogromnych gromach, jakie spadają na brytyjski system zdrowia, radio szpitalne ma pozycję królowej - nikt nie śmie powiedzieć o nim złego słowa.

Studio6

Typowy wygląd szpitalnego studio (źródło: www.nfhospital.org.uk)

A to dla pana Mossa, który będzie dziś operowany...

Pacjenci się skarżą, że pana nie rozumieją...

Wykorzystanie logo rozgłośni - licencja fair use.

17:59, kicior99 , media
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 04 sierpnia 2008
Niezwykły pogrzeb

czyli Anglia żegna fale średnie

Zanosi się na kolejny pogrzeb. Tym razem padnie instytucja, bez której na pewno nie bylibyśmy w tym miejscu, którym jesteśmy. Instytucja zasłużona na wielu polach - polityki, kultury i sam nie wiem, czego jeszcze. Powiedzieć, że zapisała się złotymi zgłoskami w historii świata wcale nie jest przesadą. No ale powoli i na nią przychodzi czas. Cóż to takiego? Fale średnie.
Już widzę wasze zdziwienie czy nawet rozczarowanie. A jednak... W historii światowej radiofonii ten właśnie zakres oddał nieocenione usługi. Na średnich nadawała powstańcza „Błyskawica”. To tu, na fali 1440 kHz nadawało Radio Luksemburg, walnie przyczyniając się do rewolucji kulturalnej w Europie. Stąd płynęły prawdziwe wiadomości dla Polaków podczas stanu wojennego w wersji niezagłuszanej i dającej się słuchać - BBC, Wolna Europa, Głos Ameryki... Bzdury Radia Tirana i Radia Moskwa przy okazji również. W zasadzie chyba nie ma takiego kraju, by fale średnie nie wsławiły się jakoś w jego historii.
W Wielkiej Brytanii - na razie - ten zakres ma się na razie zupełnie dobrze. Nadaje na nim kilka wielkich sieci: BBC 5 Live, program publiczny, podobny nieco do naszego TOK FM, TALK SPORT, radio mówione uwielbiane ze względu na transmisję meczów, Virgin Radio, Radio Gold grające stare przeboje - żeby wymienić te najważniejsze. Największe sieci mają na AM po trzydzieści i więcej nadajników (Gold - 40) a łączna ich suma przekracza 200. I trzeba dodać, że są chętnie i często słuchane, zwłaszcza BBC 5 Live, która przyciąga dziennie 7,5 miliona słuchaczy. Niewiele mniej ma Talk Sport i rozgłośnie regionalne BBC.
Wydawałoby się, że jest to kapitał, z którym ciężko się pożegnać. Zwłaszcza że fale średnie gwarantują całkiem niezły odbiór (mono ale o ładnym, miękkim brzmieniu) a w nocy ich propagacja zmienia się i są słyszalne bardzo daleko. Pisząc te słowa słucham radia na średnich, dokładnie radia Gold na 1359 kHz.
No ale lepsze jest wrogiem dobrego. Zaraza szalejąca po Anglii nazywa się DAB - Digital Audio Broadcasting. Jest to cyfrowy system nadawania programów, w Polsce nieznany i pewnie nigdy tam nie dotrze bo przyjęto inne standardy. Sygnał jest czysty, o jakości płyty kompaktowej, nie ma nawet lekkich szumów, które bywają na falach ultrakrótkich. Do odbioru co prawda potrzebne jest specjalne radio, ale jest powszechnie dostępne i już niedrogie: cena radioodbiornika DAB średniej klasy przez 4 lata spadła dwukrotnie - z 50 do 25 funtów. Radioodbiorniki mają trochę inną stylistykę (patrz zdjęcie na górze), nie wszystkim się muszą podobać (ja naprawdę wolę te poniżej) ale kto się nas pyta o zdanie?
Za dwa lata tutejsza KRRiTv, czyli Ofcom rozpoczyna proces przedłużania koncesji i właśnie atedy spodziewany jest pogrzeb fal średnich. Może będzie lepiej, może nowocześniej, ale czegoś żal...

minor

Trochę historii mojego życia. Takie radio dostałem na komunię (Minor produkcji Eltry) i towarzyszyło mi przez lata. Miało tylko długie i średnie a nie wybrzydzałem. UKF był w sferze marzeń a DAB się jeszcze nikomu nie śnił... fot. oldradio.pl

giewont

O moich radiach mógłbym w nieskończoność, miałem tego - jak policzyłem przy pomocy strony oldradio.pl - około 25 sztuk a drugie tyle było obiektem mojego pożądania. Taki właśnie giewont (produkcji Diory) stał w moim pokoju i genialnie łapał Wolną Europę na średnich. Raz mało mi nie wpadł do wanny... Aha - z kronikarskiego obowiązku dodam, że mam pierwszy własny telewizor w życiu :) fot. oldradio.pl

mapa13

Sieć nadajników BBC 5 LIVE (źródło: fmscan.org)

 

Roger Waters zaśpiewa Radio Waves na pożegnanie AM...
05:35, kicior99 , media
Link Komentarze (4) »
środa, 28 listopada 2007
Największy program świata

czyli serialu o BBC część pierwsza

Pewnie młodym czytelnikom trudno uwierzyć, ale jeszcze dwadzieścia lat temu nie było współczynników oglądalności, słuchalności i w ogóle tego całego cyrku medialnego, który mamy dzisiaj. Może ktoś mierzył słuchalność radia ale wyników nie publikowano - bo byłyby bardzo niewygodne dla władzy. Oprócz czterech kanałów Polskiego Radia wysokie pozycje zajmowały takie stacje jak Wolna Europa, Głos Ameryki i, last but not least, BBC. Jeszcze starszym czytelnikom znane są pewnie cztery głuche uderzenia w bęben (to ostatnie na podbiciu) zwiastujące audycje z Londynu. I o ile Wolna Europa zawsze uważana była za radio propagandowe, BBC zawsze miało otoczkę stacji obiektywnej, analitycznej, przedstawiającej racje wszystkich stron.
Słuchałem kiedyś sekcji polskiej BBC nałogowo, później, gdy już poznałem angielski, odkryłem BBC World Service - największą stację ogólnoświatową. Tam poznałem inne radio i inny sposób traktowania słuchacza - nie z góry ani poufały, ale partnerski. Dziennikarstwa muzycznego uczyłem się od Johna Peela, Jimiego Savila, Paula Burnette... Jadąc do Anglii cieszyłem się, że tu zetknę się z żywymi legendami światowej radiofonii - i nie rozczarowałem się specjalnie. Co prawda John Peel już nie żyje, Savile znany jest prawie wyłącznie ze swej ekstrawagancji i bicia kolejnych żon, ale stara gwardia trzyma sie mocno i zasila prywatne stacje, takie jak np. Capital Gold.
BBC World Service to wizytówka BBC na świat i najbardziej rozpoznawalna radiostacja świata. W 2006 roku - rekordowym dla stacji - słuchało jej 183 miliony ludzi! W księdze rekordów Guinnessa zawsze mieli pierwsze miejsce we wszystkich kategoriach. Tym bardziej zmartwiła mnie informacja podana przez angielskiego giganta medialnego, że spada słuchalność staradia BBC w Europie. Obecnie wynosi zaledwie trzy miliony i niestety dalej leci w dół. Koncern likwiduje kolejne sekcje narodowe - ostatnio padła węgierska a nieco wcześniej polska. Likwidacja po angielsku nie przypomina jednak polskiego rozpirzenia w trzy kłaki. Najbardziej wartościowi ludzie dalej robią swoje a stacja sprzedaje ich programy za ciężkie pieniądze. Na TOK FM można na przykład posłuchać wspaniałych lekcji języka angielskiego pani profesor Elżbiety Greenfield, która wychowuje już kolejne pokolenie miłośników mowy Szekspira. Kiedyś napiszę o niej więcej, bo dane mi było ją poznać osobiście i prowadziłem z Nią ożywioną korespondencję.
BBC World Service nie jest popularny w Anglii - wszak nie do Anglików jest on kierowany. Można jednak i tu go posłuchać na falach średnich (640 KHz) i w systemie DAB. Ale zasadniczym zadaniem programu jest informowanie świata, a czyni to nieprzerwanie od 1933 roku, kiedy to nadano po raz pierwszy program na falach krótkich. Właśnie w tym roku nadano pierwsze orędzie świąteczne, a wygłosil je król Jerzy V. Stacja zadebiutowała bardzo nietypowo: w powitalnym spiczu lord Reith powiedział: Nie oczekujcie wiele na początku, nasze programy nie będą specjalnie dobre ani też bardzo interesujące... Szkoda że to nagranie nie doczekało naszych czasów, wiekszość radiostacji mogłaby z powodzeniem tak zaczynać codzienny program.
Co sprawiło, że stacja jest aż tak popularna? Po pierwsze, dziennikarz BBC jest zobowiązany zachować bezstronność. Z tym bywa różnie w programach adresowanych do Anglików i czasami wybuchają skandale, ale World Service jest rzeczywiście obiektywny. Poza tym stacja ma absolutne pierwszeństwo w podawaniu najnowszych informacji (breaking news policy) - ważna informacja międzynarodowa "idzie" najpierw na World Service, a dopiero później w stacjach krajowych. No i BBC osiągnęło to, o czym większośc stacji marzy - dotarło prawie do wszystkich grup wiekowych.
Już wtedy radio było finansowane przez rząd brytyjski - i tak jest do dzisiaj. W roku 2005 na stację wydano 225 millionów funtów z kieszeni podatnika. Płacę za to i ja - i wcale się nie buntuję, bo mam wobec BBC pewnego rodzaju dług do spłacenia. Za lata obiektywnej informacji, nadzieję, że gdzieś tam jest inny świat, miłość do radia, znajomość angielskiego...

BHL

Bush House - stąd nadaje największe radio świata. (fot. Wikimedia)

01:13, kicior99 , media
Link Komentarze (5) »
piątek, 05 października 2007
Piraci są kochani

czyli historia radia na statku

 

Gdy w maju 1991 siadałem za sterami pirackiego radia „L” w Lesznie (dziś radia ELKA) musiałem się czuć tak samo jak Oni, choć w tamtych czasach wynalazek w stylu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji był na szczęście nieznany... A muszę przyznać ze idea statku pływającego gdzie sie da i nadającego odjazdową muzykę i nader krzywe teksty zawsze rozpalała moją wyobraźnię. Nic dziwnego zatem że pracowalem długo w radio....

Ciekawe, jakie były reakcje ludzi, którzy w wielkanocną niedzielę 26 marca 1964 surfowali sobie – nie po internecie a po falach średnich w radio (bo takich się wtedy głównie słuchało). Musieli się natknąć na częstotliwość 1520 kHz i ścianę nowych dźwięków...

Tego dnia zaczęła nadawać największa – i najbardziej znana w historii radiofonii rozgłośnia piracka Radio Caroline. Piracka w dosłownym sensie – nadawała ze zdezelowanego promu MV Fredericia, zakotwiczonego na eksterytorialnych wodach blisko hrabstwa Suffolk. Radio przyjęło nazwę od imienia córki prezydenta Kennedy'ego, Poza tym rymowało się świetnie z częstotliwością stacji podawaną w metrach 199 m (stary standard o którym już dziś nikt nie pamięta). Zbieraczom ciekawostek nadmienię, że pierwsza melodia zagrana przez radio Caroline to „Round Midnight” Jimmy'ego McGriffs'a – jazzowy standard. Bitlesi popłynęli z pirackiego eteru później...

Nie była to oczywiście pierwsza nielegalna stacja radiowa w Europie – nieco wcześniej wystartowało holenderskie radio Veronica, będące w istocie zemstą na rządzie za restrykcyjne przepisy odnośnie emisji najnowszych przebojów (pisze o tym zajmująco Jan Balicki w książce „Amsterdamskie ABC”). Ja się chcę mścić na rządzie (obojętnie jakim i za co) nadając audycje radiowe!!!

Był to niewątpliwie przebój medialny, który pokonał „grzeczną” i uległą dla producentów stację radiową BBC Radio One. Zresztą takie były założenia - aby dać słuchaczowi coś wiecej niż playlistę. BBC One pozostawało w realiach rodem z lat pięćdziesiątych i nie dostrzegało nowego. Radość nie trwała jednak długo – w styczniu 1966 statek MV Amigo, rażony sztormem, wylądował na plaży na południu Anglii. Statek szybko reaktywowano, a w międzyczasie, zachęcone sukcesem Caroline, stacje pirackie zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu: Wonderful Radio London, Swinging Radio, Britain Radio... Żadna tamtejsza Elżbieta Kruk czy inna lampucera nie mogła im zaszkodzić.

Oczywiście działalność Radio Caroline szybko stała się ością w gardle brytyjskiego rządu – nie zapominajmy że w tamtych czasach nie było radiofonii prywatnej a wszyscy musieli na ślepo wierzyć BBC! W roku 1967 wprowadzono ustawę, w myśl której penalizowano działalność jakichkolwiek stacji nadających na teren Wielkiej Brytanii – nawet z wód międzynarodowych. I zamknięto wkrótce wszystkie... z wyjątkiem radia Caroline, które przeniosło swą działalność do Holandii. Zmieniło nazwę na Radio Caroline International i dalej jechało z koksem...

A było to zaiste radio niepokorne. Jak na piracka rozgłośnię muzyczną przystało, grali wszystko, co nowe, nieznane i niekomercyjne. Jeśli takie zespoły jak Moody Blues, Pink Floyd, Status Quo osiągnęły jakąkolwiek popularność, to właśnie stało się to za sprawą Radio Caroline. Gdyby nie oni - zupełnie inaczej wygladałby muzyczny świat dziś.

Rządowi udało się co prawda wykończyć Karolinę lecz nie na długo – w roku 1972 radio wznowiło swoja działalność. Znów z Holandii, tym razem po bratersku z radiem Veronica. Zmieniono tylko profil muzyczny stacji, która lansowała rodzącego się właśnie hard rocka – znów trafiono w zapotrzebowanie. Podczas gdy oficjalne stacje jak BBC grały konfekcję: Bay City Rollers, Middle Of The Road i nurt znany dziś jako glam rock, Caroline, żyjąca tylko z reklam i lekceważąca skorumpowany rynek muzyczny, mogła proponować słuchaczowi coś innego.

Ma też Caroline prawdziwe pirackie epizody w swej historii – w roku 1974 część załogi (naćpana ostro marihuaną) próbowała przejąć statek na szczęście skończyło się na strachu. Inna sprawa, że istnienie tej jednej z najbardziej zasłużonych stacji dla brytyjskiej (i nie tylko) kultury dobiegało końca. Rząd holenderski zdelegalizował piractwo z ich wód terytorialnych, w międzyczasie zatonął kolejny statek, z którego nadawało radio i eter zamilkł.

Nie na zawsze. Powróciła na lata 1983 – 1990, nadając z najlepszego statku MS Ross Revenge. Historię zakończyło najście policji w roku 1989, wkrótce po ukonstytuowaniu się rządu Mazowieckiego. Obecnie Caroline nadaje jako radio satelitarne.

Dziś nie ma już piratów – nowa ustawa dała możliwość działalności wielu nie tylko państwowym nadawcom. Ale słuchając brytyjskiego radia czasem usta same wołają o powrót piratów...

 

mivi

MiVi czyli Caroline w rozkwicie. Mój najdzikszy sen to podpłynąć czymś takim pod Piłę i radosnym rock and rollem (coś a la wczesni Bitlesi, The Hollies czy Fourmost) zagłuszać radio 100 :)

100

Radio 100 w Pile. Za tym stołem spędziłem wiele lat... Też moralny spadkobierca Caroline.

00:48, kicior99 , media
Link Komentarze (9) »
piątek, 10 sierpnia 2007
Jak Polacy zjadają brytyjskie łabędzie

czyli o mechanizmach rządzących bulwarówkami

 

„Niewiele jest równie pięknych widoków jak pływające łabędzie płynące majestatycznie po kanale Grand Union. Niestety, mogą stać się łatwym łupem uzbrojonych w nóż emigrantów z Europy Wschodniej. Widziano Polaków ciągnących za sobą dziesięciokilogramowe łabędzie, resztki innych znaleziono niedaleko Leighton w pobliżu kanału. Być może setki z nich zginęły w tamtym okręgu”.

Co ja Wam tu wypisuję? Jakiś horrorek? Nie, to artykuł z ukazującego się w ponad milionowym nakładzie przedwczorajszego wydania „Daily Mail”. Po lewej prezentuję znak, jaki towarzystwo wędkarskie z Luton zamierza umieścić w ich okręgu łowieckim – zakaz spożywania łabędzi. I koniec, jeszcze kilka wypowiedzi niejakiej pani Joanne Edwards (44 lata), która – według gazety – narażona jest na liczne utarczki z Polakami i Litwinami. Wyraża zdziwienie że Polacy zabierają złowione ryby do domu i dziwi się że na każdą zwróconą uwagę że staw to nie spiżarnia reagują udanym niezrozumieniem...

Tyle artykuł w gazecie. Żadnych konkretów – kto złowił i spożył łabędzia (brytyjskie prawo karze ten czyn półrocznym więzieniem i grzywną w wysokości do 5 tysięcy funtów co gazeta skwapliwie podkreśliła). Żadnych dat – ostatnie opisane i udokumentowane tego typu wydarzenie miało miejsce dwa lata temu. Nawet nie ma zdjęć łabędzich zwłok znalezionych rzekomo w krzakach, nie mówiąc o jakichkolwiek dowodach. Konstrukcje zdaniowe Poles are believed to...- mówi się że Polacy...they might have done – możliwe że zrobili it's alleged – przypuszczalnie... Gdy nie ma konkretów, wszystkie półprawdy podaje się właśnie w taki sposób lub zgoła przemilcza.

Boli mnie to? Trochę, pisze to w zupełnie innym celu. To klasyczny sposób działania bulwarowej prasy brytyjskiej, a The Daily Mail jest w tym prawdziwym mistrzem. Gazeta żeruje na najprymitywniejszych uprzedzeniach rasowych, narodowościowych itp. Od początku obrała sobie Polaków jako cel ataku. W pewnym momencie im wyszło (według rzekomo oficjalnych statystyk, których jakoś nikt nie chciał potwierdzić – że w Anglii jest już ponad 4 miliony polskich emigrantów...) Chyba nawet najbardziej zażarci zwolennicy The Daily Mail w to nie uwierzyli.

Dziennik (zwany niekiedy przez Anglików The Daily Hate – Dziennik Nienawiści) nie przebiera w środkach, aby poprzeć założoną z góry tezę. Na internetowych stronach nigdy nie pojawi się komentarz będący niezgodny z przesłaniem i duchem artykułu. Z komentarzy dotyczących konkretnego tekstu (a było ich wiele, znam kilka osób, również Anglików, które je napisały) opublikowano tylko cztery, wszystkie w tonie: Czas zamknąć granice zanim imigranci zniszczą nasz kraj. Po jednym z takich artykułów napisałem do gazety maila, w którym zapytałem czy chcą materiał z demolki, jaką pijani Anglicy wszczęli w Krakowie. Dołączyłem artykuł z gazety wraz z krótkim streszczeniem w języku angielskim. Odpowiedziano mi: Dziękujemy za nadesłane materiały. Niestety problematyka nie zainteresuje angielskiego czytelnika...

To standard działania angielskich bulwarówek, od których taki „Fakt” musi się jeszcze wiele uczyć. Podobnie bezlitośnie rozprawiają się z każdym, komu im nie po drodze i – cecha charakterystyczna – nigdy nie przyznają się do popełnionych błędów.

Jak więc zdobywają czytelników? Przede wszystkim przedstawianiem świata w czarno - białych barwach, co bardziej wpływa na emocje niż rozum. Rzadko przedstawiają zdanie strony przeciwnej, pisząc zawsze „pod tezę”. Dodatkowo Daily Mail – w przeciwieństwie do innych tabloidów, drukuje długie, sążniste artykuły. To nic, że każdy fakt w nich przedstawia co najmniej dwa razy – liczy się ilość, by czytelnik zauważył, że problem jest wart opisania.

jez1

Historyjka o czterech jeżaxch opisana dziś przez The daily Mail. Jeże zostały znalezione przez mężczyzne na spacerze z psem w rejonie powodziowym. Gloucestershire. Nie wiadomo czy historyjka prawdziwa ale na pewno wzruszająca i o to w tym biznesie chodzi.

jez2

Czy to nie wzruszające? karmienie jeża. (wszystkie zdjęcia The Daily Mail)

06:13, kicior99 , media
Link Komentarze (28) »
piątek, 08 czerwca 2007
Grunt to walnąć po oczach

czyli o brytyjskiej prasie słów kilka

Moja ulubiona stacja radiowa, BBC5LIVE zafundowała mi wczoraj rano dyskusję o pedofilii. A dokładniej - czy ten, który ogląda pedofilskie zdjęcia z sieci jest takim samym łotrem jak ten, kto je robi czy ten, który uprawia seks z dziećmi. Punktem wyjścia była nieśmiała sugestia brytyjskiej policji, aby jednak "wirtualnych pedofili" nie skazywać od razu na kilka lat ciupy a zafundować im np. obowiązkową psychoterapię.

No i się zaczęło.. Jednym z zaproszonych gości by redaktor naczelny News Of The World (niedzielnego wydania The Sun). który oczywiście, trzęsącym się z oburzenia głosem grzmiał ze każda pedofilia jest tak samo wstrętna i obrzydliwa i należy ja tak samo traktować Ze znawstwem konesera opisywał co ciekawsze przypadki...

Zaraz zaraz. Czy to nie ten sam The Sun, który fałszywymi oskarżeniami (w tym o pedofilię) zniszczył życie kilku osobom? Ano ten sam. Ten sam The Sun, który publikuje zdjęcia dwunastoletnich "postrachów dzielnicy" i straszy nimi ludzi? Jasne ze ten sam. Pomijam celowość zapraszania do programu szanującej się stacji radiowej takiej kreatury jak szef jednego z największych brytyjskich szmatławców. Zawsze przecież można zasłonić się wolnością wypowiedzi... Problem polega na czym innym.

Aby go jednak zrozumieć, należy liznąć trochę podstawowej wiedzy o brytyjskiej prasie. Jest ona silnie spolaryzowana. Z jednej strony są dzienniki, których tytuły cały świat wymawia z nabożeństwem The Times, The Guardian, The Independent. Na drugim biegunie zaś najgorsze brukowce - The Sun The, Daily Mirror, The Daily Sport, The Daily Mail... Tez dobrzy znajomi, prawda? Wielu Anglików powtarza do znudzenia, ze ich prasa jest najlepsza na świecie Zastanawiające jednak, ze ci apologeci wywodzą się głównie z kręgów czytelników prasy popularnej. I jeszcze jedna uwaga - o ile "poważna" prasa jest częściej proweniencji lewicowej (The Guardian, The Independent), o tyle popularna jest domeną prawicy (The Daily Mail, The Sun). To chyba wiele wyjaśnia.

Brytyjskie bulwarówki słyną z agresji i walenia po oczach. Nazajutrz po jakimś bulwersującym wydarzeniu możemy poczytać tam o najbardziej pikantnych szczegółach, ze zdjęciami i nazwiskami. Nie podaje się tylko nazwisk małoletnich - i to wyłącznie ze względu na ograniczenia prawne. Zdjęcie jednak wolno już opublikować Trudno wymagać od nawet najlepszego dziennikarza aby w kilka godzin po wydarzeniu poznał wszystkie jego okoliczności To woda na młyn dla brukowców, które mogą zawsze zasłonić się brakiem znajomości przesłanek i dać upust swojej agresji. Ulubionym trickiem brukowców jest manipulacja danymi statystycznymi i nader swobodna ich interpretacja. Na przykład kilka miesięcy temu The Daily Mail podał, że na Wyspach jest już sześć milionów Polaków. Dane ponoć pochodziły z badań i ankiet na lotniskach. Mój znajomy twierdzi że taką ankietę wypełniał na Luton co najmniej dziecięć razy - po każdym przylocie z Polski. Mogę tylko ubolewać że poważne polskie dzienniki Rzeczpospolita i Gazeta Wyborcza przedrukowały bezkrytycznie te idiotyzmy. 

Na agresji zresztą brytyjskie brukowce są zbudowane. Na dwukolorowym, czarno - białym widzeniu świata. Na ludzkich emocjach, pragnieniu szybkich rozwiązań. Na wzbudzaniu strachu bo ludzie lubią się bać. Najmniej zaś chodzi im o pokazanie prawdy. Przed otwarciem granic z Polską gazety brukowe straszyły najazdem troglodytów i szerzyły wizje rychłego upadku Albionu pod naporem pitekantropów z Europy Wschodniej. Minął rok i z tych wizji oczywiście nic nie wyszło. Zebrałem tedy wszystkie co ciekawsze kąski i wystosowałem e-maila do The Sun z zapytaniem, czy może łaskawie wycofaliby się z tych bzdur. W odpowiedzi przeczytałem ze nie interesuje to czytelnika. Na mój mail, czy czytelnika interesują jakieś futurologiczne wymysły psychopatycznych dziennikarzyn, nie dostałem odpowiedzi...

 

kiosk

Kiosk z gazetami. O czym dzisiaj przeczytamy?

 

03:37, kicior99 , media
Link Komentarze (12) »
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Ulubione

Najlepsze Blogi
Blog edytowany na licencji:
Teksty i fotografie autora udostępnione na licencji cc-by-sa-3.0. Można je dowolnie kopiować i modyfikować, publikując informacje o autorze i odnośnik do tej strony, za wyłączeniem zastosowań komercyjnych. Wszelkie modyfikacje tekstów i zdjęć także muszą być rozpowszechniane na tej samej licencji. W pozostałych przypadkach obowiązują licencje podane pod materiałami.
Google PageRank Checker

Blog ze stajni: